Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatki. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 marca 2015

Sałatka mega szybka


Dzisiejsza sałatka obiadowa bardzo mi smakowała. Chyba dlatego, że przypominała śledzie w śmietanie. Można być weganinem, ale mieć swoje ulubione dania niewegańskie i bardzo cieszy, gdy takie właśnie smaki zupełnie przypadkiem osiąga się w czasie gotowania.

Oprócz sałatki na talerzu widać klopsy z tego przepisu. Zmodyfikowałam go, ponieważ nie miałam kaszy jaglanej za to kaszę gryczaną i kukurydzianą. Jak widać pominęłam również panierkę, dorzuciłam moje ulubione curry i użyłam oleju kokosowego zamiast oliwy.


Sama sałatka składała się z:
  • 3-4 laski selera naciowego
  • 1/3 rzodkwi białej
  • 3 ogórki kwaszone
  • 1 awokado
  • 2 łyżki octu jabłkowego
  • szczypta soli

Warzywa można utrzeć na tarce albo pociąć na plasterki przy pomocy szatkownicy. Ja tym razem poszłam na łatwiznę i wszystko delikatnie zmiksowałam w Thermomix'ie.

niedziela, 31 marca 2013

Wegejonez i sałatki wielkanocne



Przede wszystkim wesołych świąt, a jajko postaramy się zastąpić czym innym.

Tradycyjna sałatka warzywna nie może się obejść bez majonezu. Kiedyś, zanim się dowiedziałam o szkodliwości soi, kilka razy zrobiłam majonez z tofu, jednak to nie było to. Natomiast ciecierzyca nie dość, że świetnie się nadaje jako baza, to jeszcze ma jajkowy posmak. No i teraz uzależniłam się od majonezu z ciecierzycy. Pasuje do wszystkiego i jest po prostu bajeczny.


  • 500 g ciecierzycy
  • 2/3 szkl. oliwy tłoczonej na zimno
  • 2 łyżeczki soli
  • 4 łyżeczki soku z cytryny
  • 2 łyżeczki musztardy

  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej



Ciecierzycę namaczamy na noc, do wody wsypujemy 1 łyżeczkę sody oczyszczonej. Następnego dnia wodę z namaczania wylewamy, wlewamy świeżą i ponownie wsypujemy sodę. Dzięki temu gotowanie trwa najwyżej pół godziny, a ciecierzyca jest mięciutka, łącznie ze skórką. Po ugotowaniu wodę odlewamy.
Ciecierzycę miksujemy na gładki krem, dodajemy pozostałe składniki i miksujemy jeszcze ponad minutę. Jeśli majonez ma być bardziej płynny można dodać wody, ja jednak tego nie robię, bo po prostu rozrzedzam majonez przed dodaniem go do konkretnej sałatki.
Niestety majonez pod wpływem niskiej temperatury zastyga, ale jak wyjmiemy go odpowiednio wcześniej z lodówki, staje się miękki.

Sałatka warzywna

  • marchew
  • pietruszka
  • seler
  • ziemniaki
  • ogórki kwaszone
  • majonez z ciecierzycy
  • musztarda
  • przyprawy


Warzywa poza ogórkami gotuję al' dente. Gdy ostygną wszystkie kroję w kostkę, ale odkładam w zależności od ilości sałatki pół do jednej marchewki, pietruszki i kawałek selera. Marchewkę można pominąć. Odłożone warzywa miksuję na gładko z odrobiną wody od gotowania i oliwy i dodaję do majonezu, który przeznaczam na tą sałatkę. Mieszam warzywa, majonez, musztardę i przyprawy. Gotowe.

Na zdjęciu poniżej sałatka i chleb bezglutenowy, posmarowany majonezem nie rozrzedzonym.




I jeszcze jedna sałatka, właściwie już podawałam na nią przepis, ale nie z tym majonezem :D

  • rzodkiew biała, ok 10-12 cm
  • 1 mała cukinia
  • 1/2 cebuli
  • 3-4 ogórki kwaszone
  • 12-20 oliwek
  • majonez z ciecierzycy
  • woda z zalewy z oliwek

Wszystkie warzywa kroimy w kostkę. Opcjonalnie cukinię możemy zastąpić jabłkiem, żeby tradycji stało się za dość, ale staram się unikać dodawania owoców do warzyw.
Do majonezu dolewamy na oko wodę z zalewy oliwkowej.
Wszystko razem mieszamy i gotowe.
   



czwartek, 14 marca 2013

Po przerwie

Strasznie długo nie pisałam, a było to spowodowane głodówką zdrowotną, którą przeprowadziłam w lutym. Już w grudniu tak bardzo nie mogłam się jej doczekać, że jedzenie coraz mniej mnie fascynowało. Oczywiście jadłam, jak to zwykle ja, zbyt dużo i w efekcie nie miałam ochoty rozmyślać o jedzeniu, a cóż dopiero rozpisywać się o nim. Głodówkę zaczęłam 6 lutego a skończyłam 26 lutego. Ostatni tydzień był najtrudniejszy, bo wtedy już naprawdę nie mogłam się doczekać kiedy wreszcie będę mogła gotować. Wtedy przychodzi do głowy tyle nowych przepisów. Zobaczę czy choć kilka z nich zrealizuję.

Na zdjęciu powyżej surówka z kapusty kwaszonej, marchwi, selera naciowego i cebuli, ziemnaki duszone (niestety nie mam praski do ziemniaków, więc widać grudki) ze smażoną cebulką i przypawione majerankiem (zamiast mleka dałam wodę z gotowania ziemniaków, ale gdybym miała mleko roślinne, to oczywiście by się tam znalazło) oraz klopsy z kaszy jaglanej:

  • 1/2 szklanki kaszy jaglanej
  • wytłoki z robienia mleka migdałowego, do mleka zużyłam 1 szkl. migdałów nie obranych
  • 2 łyżki zmielonego siemienia lnianego (siemię nie łuskane)
  • 1 łyżeczka curry
  • 1 1/2 łyżki kminku
  • 1 1/2 łyżki sosu tamari
  • szczypta gałki muszkatałowej
  • sól i pieprz
Kaszę prażymy na suchej patelni, a w tym czasie gotujemy w garnku około półtora litra wody. Gdy woda się zagotuje wsypujemy do niej właśnie zdjętą z palnika kaszę. Wsypywać ostrożnie bo kipi.
Po kilku minutach kaszę odcedzić i zalać jedną szklanką wrzątku. Gotować na małym ogniu aż do wchłonięcia całej wody.
Wszystkie składniki blenderujemy razem. Jeśli zrobimy to puki kasza jest ciepła, wystarczy mocno wymieszać łyżką jednocześnie ugniatając kaszę tak by się rozpadła. Lepimy klopsiki i smażymy na oliwie. Gotowe.


Jeśli nie mamy wytłoków z orzechów w ich miejsce dajemy zmiksowaną mieszankę siemienia lnianego, pestek dyni, pestek słonecznika i sezamu.  Można też wziąć samo siemię.

Jeśli chcemy, by całość przypominała w smaku kaszankę, dajemy dużo majeranku i więcej kminku niż w przepisie.

  
 A to sałatka a'la śledziowa, bo zawsze lubiłam ten smiak.
  • ogórki kwaszone
  • cukinia
  • cebula
  • oliwki
  • majonez lub śmietana roślinna


Niedawno zrobiłam majonez z ciecierzycy i na tym zdjęciu jest on sosem do kaszy jaglanej, podanej z surówką z cukinii, selera naciowego, sałaty i sosu winegret, oraz gotowanej czerwonej kapusty.
A przepis na majonez wkrótce.

wtorek, 9 października 2012

Brukiew

Ostatnio odkryłam brukiew. Nie żebym jej nie znała wcześniej, ale jadałam wyłącznie w formie gotowanej, a teraz robię z niej namiętnie surówki.

Oto kilka przykładów:

  • brukiew
  • kwaszone ogórki
  • papryka czerwona
  • pietruszka, nać
  • olej lniany
  • bez przypraw

  • brukiew
  • kwaszone ogórki
  • papryka czerwona
  • pietruszka, nać
  • szpinak
  • olej lniany
  • bez przypraw
  

  • brukiew
  • czarna rzepa
  • kwaszone ogórki
  • papryka czerwona
  • pietruszka, nać
  • olej lniany
  • bez przypraw
  
Jak widać składniki się powtarzają, najwyżej dodaję jeden inny, albo paprykę w dwóch kolorach, pomidory zamiast ogórków itd. Próbowałam również z rukolą, ale niestety nie pasuje mi jej smak, węc reszta rukoli pójdzie na śmietnik.
 
 
Niedawno kupiłam książkę Nowoczesne zasady odżywiania. Zanim się za nią zabrałam, moja mamuś się do niej dorwała i wreszcie zaczęła zmieniać menu całej rodziny. Oczywiście daleko do weganizmu, ale zmniejszenie do jednego rosołu w tygodniu ilości zjadanego mięsa, to już ogromny postęp. Pozostałe dni są naprawdę wegetariańskie, albo raczej jarskie, bo ryby nadal jedzą. 
 
Ja sama jeszcze nie przeczytałam nawet połowy, ale w końcu nigdzie się nie spieszę, a argumenty na razie nie są mi potrzebne, bo nie mam kogo przekonywać. W pracy już machnęłam ręką.
 
Natomiast moja ciągle wisząca na telefonie mama bez przerwy komuś mówi, że przede wszystkim powinni zrezygnować z mięsa i mleka. Serce się raduje. 

środa, 19 września 2012

Bułki




















Piekłam pizzę, więc w domu były drożdże i postanowiłam wykorzystać je na bułki.
Przepis wzięłam ze strony chleb.info.pl, ale zamiast piec bagietki zrobiłam bułeczki.

 
  • 60 g ciepłej wody (40-45 st.)
  • 10 gram świeżych drożdży
  • 250 g mąki pszennej, razowej (typ 2000)
  • 250 g mąki pszennej białej (typ 550) 
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 300 g letniej wody
Drożdże wymieszałam z ciepłą wodą. Odstawiłam na chwilę. Mąkę, drożdże, sól i wodę wymieszałam krótko przy pomocy kopystki. Odstawiłam na 20 minut, przykrywszy folią spożywczą. Po 10 minutach ponownie wyrobiłam kopystką. Obtoczyłam w oliwie tak by całe ciasto było nią wysmarowane i odstawiłam w temperaturze pokojowej na dwie godziny. Ciasto podwoiło swoją objętość.
Następnie ponownie kopystką wymieszała naśladując metodę zakładania brzegów ciasta na siebie i odstawiłam na jedną godzinę.
Wyrośnięte ciasto podzieliłam na 15 malutkich bułeczek (oczywiście można zrobić mniej, np. 10) i uformowałam je zawijając brzegi pod spód.
Odstawiłam do wyrośnięcia na 30 minut. Na piętnaście minut przed końcem wyrastania bułek, włączyłam piekarnik na 250 st. C.
Przed włożeniem do pieca bułki można spryskać wodą, ale o tym zapomniałam.
Piekłam w najwyższej temperaturze przez 12 minut, a potem jeszcze trochę, mniej więcej 20 minut w temperaturze 200 st. C.



Do bułeczek zrobiłam sobie sałateczkę z sałaty pierzastej, ogórka surowego i natki pietruszki, również pierzastej. Sałatkę przyprawiłam sosem winegret i jakimiś ziołami, ale nie pamiętam już jakimi. I tylko z tą sałatką zjadłam trzy bułki ze smakiem. Dobrze, że resztę zjadła rodzina, bo bym się nie powstrzymała przed zjedzeniem jeszcze trzech.







środa, 25 lipca 2012

Tabbouleh i artykół prasowy


Tabbouleh z quinoą z Kwestii Smaku zrobiłam, wszystkim smakował tylko nie mnie, i nie wiem czy to z powodu quino'y czy z powodu surowego ogórka, którego ostatnio nie lubię. Moja wersja była co prawda trochę okrojona:

  •  1 szklanka komosy ryżowej (quinoa) lub bulguru, kuskusu, kaszy jęczmiennej lub pęczaku
  •  1 ogórek szklarniowy
  •  2 średnie pomidory
  •  1 żółta papryka
  •  1/2 cebuli 
  •  1 pęczek natki pietruszki, około 1/2 szklanki posiekanej
  •  3 łyżki oleju rzepakowego extra vergine
  •  1 łyżka soku z cytryny
  •  sól
  •  pieprz
  •  papryka suszona
Natomiast dzisiaj w Rzeczpospolitej znalazłam malutki wpis, który mnie zbulwersował. Okazuje się, że ważne są tylko zwierzęta widoczne dla ogółu, patrzenie na ich stres jest zbyt bolesne dla widzów. Uważam, że na wycieczki do rzeźni powinno się przymusowo wysyłać młodzież szkolną, która ukończyła 18 lat, nikt by już wtedy nie żałował świnki, która jest wyprowadzana na smyczy i traktowana jak członek rodziny, a może więcej osób zastanowiło się czy niepowtarzalny smak mięsa jest wart tego co dzieje się za zamkniętymi drzwiami.

 
Ostatecznie wystarczyłoby zaproszenie raz na rok do każdej szkoły takiego mówcy:
 
 

środa, 11 lipca 2012

Chłodnik



Marzył mi się chłodnik, ale jak tu go zrobić, jeśli nie piję jogurtu itp.?
Ale od czego serek z orzechów nerkowca.

  • 3 buraki z botwinki (surowe)
  • 5 liści botwinki
  • 1 ogórek świerzy
  • 3-5 ogórków kwaszonych
  • 8-10 rzodkiewek
  • cebula dymka (opcjonalnie, niestety nie miałam)
  • pęczek koperku
  • pieprz
  • sól

na sos

  • 1 szkl orzechów nerkowca
  • 3/4 szkl pestek słonecznika
  • 1/4 szkl. sezamu
  • sok z cytryny


Orzechy namoczyć na kilka godzin, odlać wodę i zmiksować po dodaniu pół szklanki świerzej. Pozostałe nasionka również namoczyć, wodę odlać i zmiksować w nowej. Całość połączyć i zakwasić cytryną, potrzeba raczej dużo.

Warzywa dowolnie pokroić, zalać sosem i dosmaczyć pieprzem, solą i być może jeszcze cytryną.

czwartek, 5 lipca 2012

Sałatka z bobem II

Na straganach ciągle bób, więc nie mogłam nie kupić. Znalazłam przepis tu, oczywiście przerobiłam dokumentnie.
 
  •  1/3 główki sałaty lodowej
  •  1 szklanka ugotowanego 
  •  2 łyżki kaparów
  •  4 łyżki lekko zrumienionych nasion sezamu, lnu, pestek dyni i słonecznika
  •  80-100 g śmietanki z orzechów nerkowca
  •  1 łyżka oliwy
  •  sól 
  •  pieprz
  •  sok z cytryny

Bób gotujemy piętnaście minut od wrzenia. Można obrać, ale ja tego nie zrobiłam, sałatka była bardziej treściwa. Sałatę dowolnie kroimy, wrzucamy bób i kapary. Śmietankę z orzechów przyprawiamy jak majonez solą, pieprzem i cytryną, można też na wysokich obrotach wmieszać oliwę, w razie potrzeby dolać wody.
Układamy sałatkę, polewamy śmietanką i obsypujemy dookoła nasionami, do tego chlebek i kolacja gotowa.
  
 
 

 

 

czwartek, 21 czerwca 2012

Sałatka z bobem

Bób świeży jadłam po raz pierwszy w życiu. Tragiczne.

Ale jeszcze tragiczniejsze jest to, że moja mama kupiła wczoraj pieczonego kurczaka, tak śmierdzącego na odległość glutaminianem potasu, że aż mdliło. Kiedy zwróciłam jej na to uwagę, powiedziała, że raz nie zawsze. Ale to przecież od takich sporadycznych zakupów milionów osób powstaje popyt, nie mówiąc już o tym, jak coś takiego wpływa na zdrowie. Wiem, że sama nie jestem krystaliczna, bo np. ostatnio znalazłam sobie nowy snack, prażone nasiona, które podjadam przez cały dzień, ale pewnych zasad się trzymam i pewnych granic nie przekraczam, choćbym miała jeść suchy chleb, albo pić tylko wodę.
Dziś w Rzeczpospolitej (nie kupuję, dostaję w pracy na biurko) znów był artykuł o promocji mięsa. Nie wiem czy to ja jestem teraz wyczulona na takie tytuły w prasie, czy teraz pojawiają się częściej niż kiedyś.


Sałatka z bobem


Składniki:
  • 500 g bobu swieżego
  • 4 ogórki kwaszone
  • 1 malutka cebulka
  • koperek
  • oliwa
  • cytryna
  • sól
  • pieprz

Bób można wcześniej namoczyć godzinkę, dwie, potem wodę odlewamy i wlewamy ponownie zimną. Gotujemy piętnaście minut od wrzenia wraz z wodorostem kombu. Wodę odlewamy, a po krótkim przestygnięciu wyłuskujemy wilgotne jeszcze ziarna. W połowie gotowania sypiemy sól.

Cebulę szatkujemy, ogórek kroimy w poski lub kostkę, koperek drobno siekamy. Całość razem mieszamy, z oliwy, cytryny i przypraw miksujemy sos, którym polewamy sałatkę tuż przed podaniem.