Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 marca 2015

Sałatka mega szybka


Dzisiejsza sałatka obiadowa bardzo mi smakowała. Chyba dlatego, że przypominała śledzie w śmietanie. Można być weganinem, ale mieć swoje ulubione dania niewegańskie i bardzo cieszy, gdy takie właśnie smaki zupełnie przypadkiem osiąga się w czasie gotowania.

Oprócz sałatki na talerzu widać klopsy z tego przepisu. Zmodyfikowałam go, ponieważ nie miałam kaszy jaglanej za to kaszę gryczaną i kukurydzianą. Jak widać pominęłam również panierkę, dorzuciłam moje ulubione curry i użyłam oleju kokosowego zamiast oliwy.


Sama sałatka składała się z:
  • 3-4 laski selera naciowego
  • 1/3 rzodkwi białej
  • 3 ogórki kwaszone
  • 1 awokado
  • 2 łyżki octu jabłkowego
  • szczypta soli

Warzywa można utrzeć na tarce albo pociąć na plasterki przy pomocy szatkownicy. Ja tym razem poszłam na łatwiznę i wszystko delikatnie zmiksowałam w Thermomix'ie.

niedziela, 1 marca 2015

Niedzielny obiad


Na niedzielny obiad lubię zrobić coś innego niż kasza, ryż czy ziemniaki. Tym razem padło na lasagne. We Włoszech to pewnie jakaś podrzędna potrawa, u nas w domu to wypas równie wielki jak pizza, którą jemy naprawdę rzadko. Przy okazji po raz kolejny stwierdziłam, że koniecznie muszę kupić niższe i szersze naczynie żaroodporne. Najlepiej takie specjalnie do lasagne.



Jak wiać powyżej warstw było pięć: czerwona, biała, czerwona, biała, czerwona. Przy płaskim naczyniu zrobiłabym trzy warstwy: czerwona, biała, czerwona. Czas przygotowania nie licząc pieczenia w piekarniku: około 2,5 godziny. Czas pieczenia 45 minut. Należy jednak wziąć pod uwagę, że korzystałam z tarki, która kroi na kostkę zarówno cebulę jak i marchewkę i pietruszkę.


Skład (dla 6-7 osób):

  • makaron lasagne, jedno opakowanie (ja zużyłam ok 3/4 opakowania 500 gramowego)

Sos czerwony:
  • 200 g soczewicy zielonej, suchej
  • 2 marchewki
  • 3 czerwone cebule (mogą być też białe)
  • 150-190 g przecieru pomidorowego (wg uznania)
  • 2 łyżki oliwy (ja użyłam tej od pomidorów suszonych)
  • zioła jakie najbardziej lubimy w lasagne, u mnie prowansalskie i oregano
  • kminek (opcjonalnie)
  • papryka słodka
  • kurkuma
  • pieprz 
  • sól

Sos biały:
  • 2 korzenie pietruszki
  • 6 ząbków czosnku
  • 2 cm korzenia imbiru
  • 1 cebula (biała)
  • 1 łyżka oleju kokosowego, lub innego
  • drożdże nieaktywne (opcjonalnie i wg uznania)
Pozostała część sosu białego na postawie tego przepisu na sos beszamel
  • szklanka ugotowanej kaszy jaglanej
  • woda (około 400 ml)
  • 2 łyżki pestek słonecznika
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • łyżeczka startej gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz do smaku


Namaczamy przez pół godziny soczewicę, następnie wodę wylewamy i w nowej wodzie gotujemy aż będzie miękka. Wody nie odlewamy, chyba, że jest bardzo dużo, przyda nam się tylko szklanka.

Na patelni rozpuszczamy olej kokosowy, uważamy, by nie przypalić. Czosnek kroimy w kosteczkę lub przeciskamy przez praskę, lekko szklimy na patelni. Dodajemy pokrojony w drobną kosteczkę imbir. Na koniec dodajemy pokrojoną w kosteczkę cebulę. Na końcu jeszcze pokrojoną w kostkę pietruszkę (można zetrzeć na tarce). Możemy podlać odrobinę wodą, żeby się już nie smażyło tylko gotowało.

Całość przekładamy na talerz, a na tej samej patelni rozgrzewamy olej z suszonych pomidorów. Kroimy cebulę i ją szklimy delikatnie. Dodajemy pokrojoną w kostkę marchew (można zetrzeć na tarce). Teraz przyprawy i koncentrat pomidorowy oraz woda z gotowania soczewicy. Niech woda odparuje, a warzywa zmiękną. Na koniec dodajemy soczewicę i wszystko mieszamy.

Robimy sos beszamel. Wszystkie składniki prócz wody wkładamy do miksera szybkoobrotowego. Miksujemy dolewając po woli wody, aż do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Przelewamy do garnka i mieszając doprowadzamy o wrzenia.

Zagotowujemy wodę, solimy ją i wrzucamy do niej płaty lasagne, trzeba samemu obliczyć ile się ich zużyje biorąc pod uwagę powierzchnię jednej warstwy i ilość warstw makaronu. U mnie było 6 warstw makaronu, czyli o jedną więcej niż warstw sosów. Ja całkowicie ugotowałam te makarony, bo nie wierzę, że zmiękną w czasie pieczenia,  u trzeba zawierzyć swojemu doświadczeniu.

Na dnie naczynia do zapiekania wlewamy cienką warstwę sosu beszamel, kładziemy makaron. Następnie 1/3 sosu czerwonego, znów makaron, 1/2 warzyw do sosu białego i na nie sos beszamel, można wymieszać. Makaron, 1/3 sosu czerwonego, makaron, 1/2 białych warzyw i beszamelu, makaron, reszta sosu czerwonego, makaron, sos beszamel (można doprawić drożdżami nieaktywnymi i wtedy odpowiednio rozrzedzić wodą).

Teraz można iść na długi spacer, bo jest dopiero godzina 11:00.
Po dwóch godzinach i 10 przebytych kilometrach (niedzielny spacer z rodziną w wersji idealnej) wstawiamy lasagne do piekarnika nagrzanego do 180 st. C i zabieramy się za sałatkę lub surówkę. Sałata o tej porze jest dla mnie zbyt papierowa więc pokroiłam na plasterki seler naciowy, ogórek kiszony i rzodkiew białą, skropiłam odrobiną oliwy.

Smacznego.



piątek, 21 czerwca 2013

Łazanki z ciecierzycy


Kiedy zaczyna się rozmyślać, bo by tu sobie smakowitego ugotować nie używając mąki z glutenem, przychodzą do głowy naprawdę ciekawe pomysły.

  • 120 g mąki z ciecierzycy
  • 100 g mąki gryczanej
  • 3 łyżki napęczniałego w wodzie siemienia lnianego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • woda

Siemię lniane można oczywiście najpierw zmiksować, niestety popsuł mi się mikser, więc moczyłam je w całości w zimnej wodzie, tak długo, aż wytworzyły tą fajną galaretkę. Wszystkie składniki wymieszałam i dolałam tyle wody, by ciasto było tak twarde jak na makaron. Rozwałkowałam je na grubość 1 mm i wycięłam prostokąciki.

Gotowałam w osolonej wodzie, aż były miękkie. Sądzę, że nie powinno się ich jeść al dente :D

Podałam w zubożonym rosole, bo był tylko na marchewce, pietruszce i kalarepie, za to z liśćmi kalarepy.


niedziela, 9 czerwca 2013

Zapiekanka warzywna

Zapiekanka to mój ulubiony typ obiadu, bo można w ciągu pół godziny wszystko włożyć do jednego naczynia, a potem przez godzinę nie myśleć o jedzeniu. Pół godziny zabiera mi potem zrobienie surówki i obiad można serwować.
Jeszcze zanim zostałam weganką, moja mama robiła dla nas taką zapiekankę, tylko że sos do niej był robiony na bazie sera żółtego. Chcąc ją odtworzyć musiałam poszukać jakiegoś zastępnika i myślę, że sos wyszedł mi smakowity.

 Składniki na sos:
  • 120 g skiełkowanych pestek słonecznika (suchych chyba 100 g)
  • 50 g migdałów (można je również namoczyć, niestety tego nie zrobiłam)
  • 40 g drożdży nieaktywnych
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej 
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka czosnku granulowanego
  • szczypta pieprzu
  • woda około 2 szklanek, ale w sumie na wyczucie

Wszystkie składniki miksujemy.

Składniki na zapiekankę:
  • 2 szklanki ryżu brązowego (ugotować dzień wcześniej z solą i kurkumą w czterech szklankach wody)
  • 3 marchewki
  • 1 kalafior
  • 1 brokuł
  • kilka liści kalarepy i szpinaku
  • sos

Naczynie żaroodporne wysmarować olejem, wyłożyć kolejno ryż, liście, marchew, brokuł i kalafior. Piec pod przykryciem w temp 180 st. C do czasu, aż warzywa będą miękkie. Polać sosem i jeszcze na chwilkę wstawić do piekarnika. W tym czasie zjeść wuchtę surówki, np. zielony ogórek, rzodkiewka, koperek i zielona część cebuli, przyprawione cytryną, solą i pieprzem, oraz polane odrobiną oliwy.
Następnym razem gdy będę robić sos, zwiększę jego ilość, bo jednak było go za mało.


czwartek, 16 maja 2013

Szare kluski





Szare kluski to chyba potrawa pasująca bardziej do zimy, niż do wiosny, ale ostatnio usłyszałam, że któraś koleżanka miała je na obiad i zapragnęłam sama takie zrobić. Prawdę powiedziawszy robiłam je pierwszy raz w życiu, jakoś w moim domu nie było tradycji robienia takowych. A ponieważ unikam glutenu jeśli jest taka możliwość, więc mąka pszenna oczywiście nie wchodziła w rachubę. Jajek oczywiście też nie zamierzałam użyć, stabilność klusek wydawała mi się stać pod znakiem zapytania. Jednak nie było tak strasznie, było nawet nieziemsko łatwo.

  • 670 g ziemniaków obranych
  • 100 g mąki gryczanej
  • 80 g mąki ziemniaczanej

Ziemniak starłam na drobnych łezkach na tarce. (Następnym razem spróbuję je zblenderować na pulpę)
Odsączyłam je z nadmiaru wody, w sumie jakieś 20 łyżek płynu. Wsypałam obie mąki i wymieszałam wszystko na gładkie ciasto, raczej luźne, ale nie tak jak na kluski z mąki, choć nie tak twarde jak na kopytka.
W dużym garnku zagotowałam wodę i ją osoliłam. Łyżką nabierałam niewielką ilość ciasta, porównywalną z objętością jednej łyżeczki, i wrzucałam ją po lekkim uformowaniu na wrzątek. Po wypłynięciu kluski gotowałam jeszcze przez kilka minut.

Trochę wcześniej usmażyłam 2 porządne cebule na oliwie i ugotowane i odsączone kluski wymieszałam z tą właśnie cebulką. Całość jeszcze dosoliłam, ale to już zależy od indywidualnych gustów.

Kluski podałam oczywiście z gotowaną kwaszoną kapustą. Kapustę można oczywiście ugotować z dodatkiem całej gamy przypraw, ja ograniczyłam się tylko do rozmarynu i pieprzu.

Na zdjęciach tego nie ujęłam, ale zanim rozpoczęłam kluskową ucztę, zjadłam porządną porcję surówki z sałaty, rzodkiewek i ogórków, bo surowizna jest niezbędna w każdym posiłku. O tym nie wolno zapominać.




Ostatnio trafiłam na stronę rebelianci.org, świetne źródło wegańskich obrazków. Np.






sobota, 4 maja 2013

Pokrzywa



Po raz pierwszy w życiu wykorzystałam "chwast" w mojej kuchni. Trudno mi ocenić, czy pokrzywa jest smaczna, bo zawsze ją jem z jakimś dodatkiem, jednak na pewno jest zdrowa, a przecież o to tylko chodzi.

Pesto z pokrzywy


  • 200 g pokrzywy
  • 200 g pestek słonecznika
  • 200 g oliwy
  • 5 łyżek soku z cytryny
  • 1 1/2 łyżeczki soli


Pokrzywę zrywałam w okolicy gdzie na pewno nie ma zanieczyszczeń. Odrywałam tylko górne liście, całą roślinę pozostawiając w ziemi, tak jak podobno zrywa się herbatę, tylko najmłodsze listki. W domu pozbyłam się również tych krótkich łodyżek, liście wypłukałam i odwirowałam jak sałatę.
Pestki słonecznika uprażyłam.  Następnym razem zmiksuję je na mąkę zanim dołożę liście, gdyż nie udało mi się zmiksować ich na całkowitą miazgę.

Wszystkie składniki zmiksowałam i przełożyłam do słoika. Pasta bardzo ciemnieje pod wpływem tlenu, więc jeśli mamy blender, który dobrze radzi sobie z mniejszymi ilościami składników, warto zrobić mniej.



Można zmniejszyć ilość pokrzywy nawet do połowy podanej przeze mnie wartości. Można też zwiększyć ilość oliwy, gdyż w sumie pasta jest bardzo sucha. Jeśli ktoś lubi może dodać czosnek. Oczywiście posmarowałam nim chleb bezglutenowy z mąk kaszowych i jadłam z ogórkiem kwaszonym. Żelazo chyba skoczyło mi o 300 procent :D



Przy okazji robienia pesto z pokrzywy zrobiłam klopsy z pokrzywą, po prostu do powyższego przepisu dodałam po 70 g pokrzywy i pestek, a zmiksowawszy je, jeszcze przed dolaniem oliwy, odłożyłam 140 g masy, którą potem dodałam do klopsów.


Klopsy z pokrzywą


  • 140 g masy pokrzywowo-słonecznikowej (proporcja 1:1)
  • 1 1/2 szklanki kaszy jaglanej
  • 2 łyżeczki soli
  • 2-3 szczypty pieprzu
  • 2-3 łyżeczki kminku
  • 2 łyżki majeranku

Kaszę uprażyć, wsypać do wrzątku, przecedzić (uwaga na szumowiny), zalać trzema szklankami wrzątku i gotować na minimalnym ogniu do wygotowania się wody.
Świeżo ugotowaną kaszę podusić łyżką (potem się już to nie uda), następnie dodać pozostałe składniki. Ulepić klopsy i smażyć na dobrze rozgrzanej oliwie.



Zdjęcie nie oddaje zieloności tych klopsów, ale są naprawdę zielone.

Poniżej ziemniaki są polane pesto z pokrzywy rozrzedzonym wodą. Taki ekstra szybki sos :D
Surówka z marchwi, brukwi i selera (3:3:1) przyprawiona solą, cytryną i oliwą.



czwartek, 18 kwietnia 2013

Quinoa w sosie pomidorowym

Od czasu jak nie jem glutenu, nie jem makaronu. Natomiast inni domownicy jedzą, więc jeśli chcę zrobić dla nich sos do makaronu i potem sama się nim delektować, to gotuję kaszę lub jak w tym wypadku komosę ryżową.

  • 2 cebule
  • 1 marchewka (opcjonalnie)
  • 1 ząbek czosnku
  • 4 pomidory suszone
  • 1 łyżka przecieru pomidorowego
  • oregano
  • sól, pieprz
  • oliwa

Pomidory namaczam kilka godzin wcześniej.
Cebulę kroję w drobną kosteczkę, podsmażam na oliwie, następnie dodaję przeciśnięty czosnek. Gdy cebula się zeszkli dodaję startą marchewkę i podlewam wodą od moczenia pomidorów. Pomidory kroję w paseczki i dodaję do reszty. Przyprawiam oregano, pieprzem, innymi przyprawami wg uznania. Duszę przez około godzinę i na koniec solę.
Komosę wypłukać, ugotować w podwójnej ilości wody. Wymieszać z sosem. Podawać z dowolną sałatką.
Gotowe.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Shepherd's Pie

Na Jadłodomi znalazłam przepis, który mnie zainteresował ze względu na puree ziemniaczane, którego jestem fanką. Długo nie trwało i zrobiłam swój Shepherd's Pie delikatnie tylko zmidyfikowany, bo nie użyłam tymianku, a zamiast masła polałam całość oliwą.
Ponieważ jak zwykle nie miałam pod ręką mleka roślinnego, do ziemniaków wlałam po prostu wodę, za to dodałam majeranek.



Placuszek zniknął w mgnieniu oka, wg mnie starcza na cztery bardzo łakome osoby, lub sześć takich, które potrafią się jednak powstrzymać.


sobota, 6 kwietnia 2013

Hiszpańska tortilla ziemniaczana

Kiedyś jadłam hiszpańską tortillę usmażoną przez Hiszpankę mieszkającą w Niemczech. Strasznie mi smakowała, niestety nigdy nie udało mi się odtworzyć tego pysznego dania, jajka jakoś nie chciały współpracować i miałam zawsze wrażenie, że są przegotowane.

Teraz nie mam dylematu jajek, bo nie poszukuję tego typu przepisów, jednak niedawno trafiłam na wpis na wegańskim blogu i zamarzyło mi się zrobić wegańską tortillę. Ponieważ nie mam nieprzywierającej patelni postanowiłam całość upiec w piekarniku, ale z pewnością już niedługo, jak zdobędę odpowiednią patelnię, wypróbuję ten przepis jeszcze raz.

  • 340 g ziemniaków, ugotowanych w łupinkach (w oryginalnym przepisie upieczonych)
  • 1/4 szkl. mąki z ciecierzycy (tylko nie próbujcie sami jej mielić, niemożliwe)
  • 1 łyżka mąki kukurydzianej
  • 1 łyżka drożdży nieaktywnych (opcjonalnie)
  • 1 mała cebulka (w oryginalnym przepisie 1/4 łyżeczki cebuli suszonej)
  • 1 ząbek czosnku ( w oryginalnym przepisie 1/8 łyżeczki suszonego czosnku)
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatałowej
  • 1/4 łyżeczki soli
  • czarny pieprz do smaku
  • 1/2 szklanki wody
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżeczka suszonej natki pietruszki ( w oryginalnym przepisie jedna kopiasta łyżka świeżej)
  • 1 łyżka oliwy do smażenia
Ziemniaki ugotować i obrać (najlepiej dzień wcześniej, bo łatwiej kroić ostudzone).
Cebulę i czosnek pokroić w drobną kosteczkę i podsmażyć na kapce oliwy.
W misce wymieszać mąki, drożdże, gałkę, sól i pieprz. Stopniowo dodajemy wody i mieszamy tak by nie było grudek. Następnie dodajemy cytrynę, pietruszkę  i usmażoną cebulę z czosnkiem.

Ziemniaki kroimy na plasterki grubości 5-6 mm (zrobiłam to przy pomocy krajalnicy do jajek :)). Dodajemy je do mieszanki i delikatnie łączymy.

W oryginalnym przepisie należy teraz wziąć patelnię o średnicy 22 cm i postępować jak to z tortillami w takim przypadku, ja jednak jak wcześniej napisałam piekłam w piekarniku.
Ponieważ podane składniki wystarczają dla jednej żarłocznej osoby na porcję obiadową, a dla dwóch na kolację, a do nakarmienia były dwie w porze obiadowej, więc zrobiłam całość z podwójnej ilości składników. Następnym razem lepiej zważę ziemniaki, bo chyba ich wzięłam za dużo.

Naczynie żaroodporne natłuściłam oliwą i włożyłam na chwilę do piekarnika, by się rozgrzała. Po chwili włożyłam do niego masę z ziemniakami i wyrównałam wierzch.
Piekłam 30 minut w temperaturze 180 st. C, pod koniec zmniejszyłam temperaturę, być może wystarczyłoby tylko 20 minut.

Zaraz po wyjęciu z piekarnika tortilla trochę się rozpada przy przekładaniu na talerz (to że przywarła nie miało tu tak dużego znaczenie), ale już po lekkim ostygnięciu, kiedy właśnie osiąga temperaturę idealną do jedzenia, łatwo ją przenieść w jednym kawałku. Np. takim jak na zdjęciu poniżej.

W smaku trochę przypomina pakorę, ale nie jest to przecież wada.





Jeszcze wykorzystanie resztek, bo ja strasznie nie lubię wyrzucać czy wylewać jedzenia. Niedawno gotowałam warzywa na sałatkę i miałam wodę od gotowania. Ponieważ i tak smażyłam cebulę i czosnek do tortilli, usmażyłam jej więcej i wrzuciłam do wywaru, dodałam majeranek i przyprawy, a żeby była bardziej pożywna wrzuciłam ugotowaną cieciorkę, którą można oczywiście pominąć.
I oto mamy szybką cebulową. Pycha.

Obie potrawy pochwaliła moja mięsożerna siostra, a w mojej rodzinie akurat nie ma tradycji chwalenia za smak potraw. Czyli sukces :D



wtorek, 26 marca 2013

Bigos

Bigos z kaszą gryczaną, surówka z kapusty kwaszonej, marchwi, selera naciowego i cebuli.
Strasznie mi ostatnio smakuje kwaszona kapusta, a jak kapusta to oczywiście i bigos wegański. Znalazłam więc przepis w jadłonomii i zrobiłam z małymi zmianami. Niestety nie zrobiłam jednej zmiany i całość nie smakowała mi tak jak mogła, a mianowicie wsypałam tymianek, którego nie lubię wybitnie. Następnym razem go nie dodam. Nie miałam też ani żubrówki ani żołądkówki, więc poszła czysta, następnym razem będę lepiej przygotowana bo już znowu mam ochotę na bigos.

 
Bigos z puree ziemniaczanym (z podsmażoną cebulką, majerankiem i oregano). Oczywiście na drugim talerzu sałatka.

czwartek, 14 marca 2013

Po przerwie

Strasznie długo nie pisałam, a było to spowodowane głodówką zdrowotną, którą przeprowadziłam w lutym. Już w grudniu tak bardzo nie mogłam się jej doczekać, że jedzenie coraz mniej mnie fascynowało. Oczywiście jadłam, jak to zwykle ja, zbyt dużo i w efekcie nie miałam ochoty rozmyślać o jedzeniu, a cóż dopiero rozpisywać się o nim. Głodówkę zaczęłam 6 lutego a skończyłam 26 lutego. Ostatni tydzień był najtrudniejszy, bo wtedy już naprawdę nie mogłam się doczekać kiedy wreszcie będę mogła gotować. Wtedy przychodzi do głowy tyle nowych przepisów. Zobaczę czy choć kilka z nich zrealizuję.

Na zdjęciu powyżej surówka z kapusty kwaszonej, marchwi, selera naciowego i cebuli, ziemnaki duszone (niestety nie mam praski do ziemniaków, więc widać grudki) ze smażoną cebulką i przypawione majerankiem (zamiast mleka dałam wodę z gotowania ziemniaków, ale gdybym miała mleko roślinne, to oczywiście by się tam znalazło) oraz klopsy z kaszy jaglanej:

  • 1/2 szklanki kaszy jaglanej
  • wytłoki z robienia mleka migdałowego, do mleka zużyłam 1 szkl. migdałów nie obranych
  • 2 łyżki zmielonego siemienia lnianego (siemię nie łuskane)
  • 1 łyżeczka curry
  • 1 1/2 łyżki kminku
  • 1 1/2 łyżki sosu tamari
  • szczypta gałki muszkatałowej
  • sól i pieprz
Kaszę prażymy na suchej patelni, a w tym czasie gotujemy w garnku około półtora litra wody. Gdy woda się zagotuje wsypujemy do niej właśnie zdjętą z palnika kaszę. Wsypywać ostrożnie bo kipi.
Po kilku minutach kaszę odcedzić i zalać jedną szklanką wrzątku. Gotować na małym ogniu aż do wchłonięcia całej wody.
Wszystkie składniki blenderujemy razem. Jeśli zrobimy to puki kasza jest ciepła, wystarczy mocno wymieszać łyżką jednocześnie ugniatając kaszę tak by się rozpadła. Lepimy klopsiki i smażymy na oliwie. Gotowe.


Jeśli nie mamy wytłoków z orzechów w ich miejsce dajemy zmiksowaną mieszankę siemienia lnianego, pestek dyni, pestek słonecznika i sezamu.  Można też wziąć samo siemię.

Jeśli chcemy, by całość przypominała w smaku kaszankę, dajemy dużo majeranku i więcej kminku niż w przepisie.

  
 A to sałatka a'la śledziowa, bo zawsze lubiłam ten smiak.
  • ogórki kwaszone
  • cukinia
  • cebula
  • oliwki
  • majonez lub śmietana roślinna


Niedawno zrobiłam majonez z ciecierzycy i na tym zdjęciu jest on sosem do kaszy jaglanej, podanej z surówką z cukinii, selera naciowego, sałaty i sosu winegret, oraz gotowanej czerwonej kapusty.
A przepis na majonez wkrótce.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Ciasto czekoladowo-buraczkowe

Niedawno na blogu Jadłonomii było ciasto z burakami, ale nie miałam żadnego mleka roślinnego, ani nie miałam ochoty go robić, więc znalazłam inny przepis w Kuchni Alicji i całkowicie go przerobiłam.



  • 2½ szklanki puree z ugotowanych buraków
  • 4 łyżki oleju rzepakowego
  • ½ szklanki kakao
  • ½ szklanki wrzącej wody + 4 łyzki wrzącej wody osobno, każda osobno będzie potrzebna
  • 1½ szklanki cukru, może być ciemny cukier
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 1 ½ szklanki mąki pszennej (typ 450)
  • 1 ½ szklanki mąki pszennej razowej
  • 30 g mąki migdałowej
  • 1 ½ łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 tabliczka stopionej czekolady gorzkiej

Puree zrobiłam z buraków upieczonych w folii aluminiowej. Zmiksowałam je i odmierzyłam do miski odpowiednią ilość. Do tego wlałam olej, zamieszałam, wsypałam kakao i znów zamieszałam łyżką. Potem wrzątek, cukier, wanilia, migdały, mąka z wmieszaną do niej sodą i solą (po wsypaniu każdej z mąk dolewałam do ciasta dwie łyżki wrzątku). Wszystko energicznie wymieszałam łyżką, a na koniec wlałam stopioną czekoladę i dokładnie ją rozprowadziłam w cieście.

Piekłam w blaszce 22/33 cm w temperaturze 180 st. C tak długo, aż włożony w nie drewniany patyczek był suchy, ale nie czekałam z tym zbyt długo, by nie przesuszyć ciasta.

Puki gorące smakowało odrobinę warzywnie, ale na zimno jest przede wszystkim bardzo mocno czekoladowym, wilgotnym ciastem, nie za słodkim, bo tak lubię. Myślę, że dla standardowych gustów moich dalszych znajomych, musiałabym dodać jeszcze pół szklanki cukru. I jest naprawdę tak ciemne jak na zdjęciach.



A na obiad prostota, kasza jaglana oraz:
Surówka z brukwi, czarnej rzepy (opcjonalnie), ogórków kwaszonych, selera naciowego, cykorii (opcjonalnie) i natki pietruszki.
Bigos z 1 kg kapusty kwaszonej, 1½ kg kapusty słodkiej, 1 kg pieczarek, 4 podsmażonych razem z pieczarkami cebul, przyprawione zielem angielskim, liśćmi laurowymi, pieprzem, odrobiną przecieru pomidorowego, lubczykiem, imbirem i co nam tam jeszcze smakuje.




























I jeszcze skan artykułu o antybiotykach:


wtorek, 4 grudnia 2012

Zboże

 
Pszenica, żyto i kamut z sosem beszamel, surówka z brukwi, kwaszonego ogórka i pietruszki, gotowane brokuł i marchew.


Niedawno byłam na filmie "Atlas chmur".




Cały bardzo wrył mi się w pamięć, ale najbardziej część, która działa się w przyszłości w Nowym Seulu. Oczywiście miejsce akcji nie miało znaczenia, bo pewnie miało być reprezentatywne dla całej planety. Trochę zaspojleruję teraz. Główna bohaterka tej części jest produktem konsumcyjnego społeczeństwa, choć sama nie jest tego społeczeństwa członkiem. Jest niewolnikiem jakim w naszych czasach są zwierzęta. Jako istota dwunożna jest wykorzystywana jak miliony innych jej podobnych do prac, których tzw. urzytkownicy nie chcą wykonywać. Końcowym etapem życia tych niewolników jest rzeźnia, oczywiście zakamuflowan, tak by niewolnicy nie zbuntowali się. Na końcu linii produkcyjnej rzeźni otrzymuje się mydło, które jest jedynym pożywieniem niewolników.

Czy to wam czegoś nie przypomina?

I to właśnie nie chce wyjść z mojej głowy. Co jeśli ludzie naprawdę doprowadzą naszą planetę do takiego stadium? Czy musimy czekać tak długo by wreszcie się zbuntować przeciwko reklamom i wmawianiu nam nieprawdy o tym co zdrowe a co nie?
Już jakiś czas temu przeczytałam w Rzeczypospolitej artykół, w którym próbują nam wmówić, że obecnie człowiek wykształcił geny umożliwiające mu trawienie mleka. Pewnie, organizm do wszystkiego się może przystosować. Jakbym miała rękę przyrośniętą do tłowia, to też bym żyła, może nawet długo, ale czy to byłoby najlepsze, czego mogłabym się spodziewać?

Zamieszczam na przestrogę, bo mam nadzieję, że nikt z Was w te bzdury nie uwierzy.




Zupa jarzynowa zagęszczona zmiksowanymi ziarnami pszenicy, żyta i kamutu.


sobota, 3 listopada 2012

Mufinki z dynią

Ponieważ wkoło pełno dyni zachciało mi się ciasta dyniowego. Wyszukałam na zeszłorocznym festiwalu dyni wegański przepis i go wypróbowałam. Na pewno jeszcze powtórzę, bo smakowało mi ogromnie. Zrobiłam w formach do mufinków, żeby szybciej się upiekło.


  • 400 g mąki pszennej razowej
  • (500 g dyni startej na grubych oczkach
  • 3/4 szklanki oleju
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 2 i 1/4 łyżeczki sody
  • 250 g daktyli bez pestek
  • przyprawy: cynamon, kardamon, gałka muszkatołowa, przyprawa do piernika itp. 

Daktyle przekroiłam na pół, zalałam szklanką wrzątku i podgotowałam, aż zamieniły się w marmoladę, w sumie najwyżej 10 minut. Potem całość zblenderowałam.
Mąkę, sól, sodę i przyprawy wymieszałam i wrzuciłam do nich startą dynię. Wymieszałam drewnianą łyżką. Wlałam olej. Na końcu włożyłam zmiksowane daktyle i dokładnie wszystko połączyłam kilkoma ruchami łyżki.

Ciasta starczyło mi na 19 mufinek, ale pewnie mogłam zrobić wszystkie trochę mniejsze, a nie tylko te w drugiej partii, bo piekłam w formie na 12 mufinek i mieć więcej sztuk, choćby 24.
Piekłam w 200 st. C przez pół godziny, do suchego patyczka.
Oczywiście zjadłam na ciepło, ale warto jednak poczekać, aż przestygną, są wilgotniejsze.






Dziś była pizza z dynią, ale to właściwie przepis identyczny jak pizza z cukinią tylko zrobiłam z półtora ilości ciasta. Do tego podałam późno-letnią sałatkę z sałaty lodowej, pomidorów, rzodkiewek, papryki i natki pietruszki. Zużyłam połowę dyni o wadze 2,5 kg ugotowanej na parze. Sos pomidorowy smażyłam na patelni i jak widać na zdjęciu wzięłam tylko zielone oliwki.


wtorek, 23 października 2012

Gulasz z dyni dwa razy


Dziś na obiad był gulasz. I nie obchodzi mnie, że ktoś mówi: gulasz to tylko na wołowinie, bez tego to nie gulasz tylko sos z warzywami.

  • 1 cebula
  • 1 marchewka
  • 2 pietruszki
  • 1 seler
  • 1 mała dynia (ok. 1 kg)
  • imbir
  • papryka słodka i ostra
  • pieprz
  • sól
  • sok z cytryny
  • kurkuma
Po kolei podsmażam na patelni poszatkowaną cebulę, marchew, pietruszkę i seler, i każde po usmażeniu wrzucam do garnka. Warzywa mają pozostać chrupiące, oczywiście poza cebulą.
Potem duszę dynię zalaną wodą na tyle, by ją przykryła. Gdy dynia zmięknie miksuję ją na gładki mus i przyprawiam. Następnie wlewam sos do warzyw i zostawiam by się przegryzł.


Podałam z kaszą gryczaną, brokułem gotowanym na parze i surówką z buraka, marchwi, brukwi, ogórka kwaszonego i natki pietruszki, przyprawionej cytryną i syropem z agawy.


A następnego dnia obiad różnił się tylko o surówkę i rodzaj kaszy, bo była jęczmienna. Surówka z brukwi, papryki, ogórka kwaszonego, selera liściastego, natki pietruszki, przyprawiona solą, pieprzem i sokiem z cytryny (nie miałam wystarczającej ilości ogórków, więc przyprawy okazały się niezbędne)



Niedawno wymyśliłam jak poprzez analogię odpowiedzieć na pytanie: i nigdy już nie zjesz mięsa?
Otóż poproszę tą osobę, by wyobraziła sobie, że jestem właśnie wyzwolonym niewolnikiem, a ona mi się pyta, czy nigdy już dobrowolnie nie poddam się w niewolę? Przecież życie na wolności to niepewność i strach. Czyż nie lepiej jest być niewolnikiem i mieć zagwarantowane, nie wiele co prawda, ale zawsze coś?

Dziś trafiłam w Rzeczypospolitej na artykuł, w którym  porównano spożycie w roku 2000 i obecnym. Niestety wzrost jest przy najgorszym do przewidzenia rodzaju pożywienia, jeśli to oczywiście można nazwać pożywieniem.

piątek, 19 października 2012

Dynia

Przyszła jesień, więc czas na dynię. Do mojego domu dopiero ja wprowadziłam to warzywo, bo moja mama go właściwie nie znała.

Nie zmam żadnych tradycyjnych potraw z dyni, więc wszystko co z niej ugotuję jest eksperymentem.

Krem z dyni


Gotuję na parze jeden kilogram dyni, dwie porządne cebule i dwa ząbki czosnku. Kiedy wszystko zmięknie, miksuję całość na krem, dolewam dwie łyżki oliwy, przyprawiam imbirem, pieprzem, kurkumą, papryką ostrą i słodką, solą.

Tym razem podałam z ryżem i z surówką z brukwi, pietruszki, papryki i kwaszonego ogórka.


 

Jarzynowa z dyni


  • 1 kg dyni
  • 2 średnie marchewki
  • 2 średnie pietruszki
  • 1/2 selera
  • 2 cebule
  • przyprawy
  • olej
  • 1 szkl. fasoli mungo
  • wodorost kombu lub wakame

Fasolę namaczam minimum dwie godziny, odlewam wodę. Gotuję razem z wodorostem do miękkości, około pół godziny.
Cebulę kroję w większą kostkę i lekko podduszam na oleju. Zalewam zimną wodą i wrzucam pozostałe warzywa również w większych kawałkach. Gotuję al dente.
Do mniejszego garnuszka wlewam chochlę zupy, ugotowany wodorost i trochę fasoli, a następnie miksuję na gładką masę. Wlewam całość do zupy i przyprawiam ją pieprzem, solą, kurkumą, papryką ostrą i słodką.
Podaję jak na zdjęciu poniżej. Przedtem jednak ogromna porcja surówki oczywiście z brukwi.
Resztki miksuję i podaję następnego dnia jako krem z dyni.





wtorek, 18 września 2012

Pakora i babka ziemniaczana


Przeglądając kulinarne blogi (moje ulubione zajęcie w pracy) znalazłam przepis na pakorę.  
  • 190 g mąki z grochu (zmiksować suchy groch)
  • 550 g ziemniaków
  • 420 g cebuli 
  • 1 łyżeczka mielonego kminku
  • po szczypcie: imbiru, kolendry, chili
  • 1 łyżka suszonej pietruszki
  • sól
  • olej do smażenia
Najpierw zmieliłam groch na mąkę i przesypałam do osobnego naczynia. Następnie do miksera włożyłam cebulę i ziemniaki i zmieliłam na gładką miazgę. Dosypałam mąkę, pietruszkę i przyprawy. Smażyłam jak placki ziemniaczane. Niestety strasznie się kleją do patelni, więc bez teflonowej się nie obędzie.
Podałam z surówką z kapusty, buraka surowego, oliwek i pieczarek w zalewie octowej (akurat miałam rozpoczęty słoiczek)


  
 A kilka dni później, ponieważ mąki zmieliłam od razu całą pół kilogramową paczkę, zrobiłam wg tego samego przepisu babkę ziemniaczaną.
  • 290 g mąki z grochu (zmiksować suchy groch)
  • 840 g ziemniaków
  • 640 g cebuli 
  • 2 łyżeczki mielonego kminku
  • po szczypcie: imbiru, kolendry, chili
  • 2 łyżki suszonej pietruszki
  • sól
  • 10 łyżek oleju
Ciasto przygotowałam jak poprzednio, jednak na koniec wmieszałam w nie 7 łyżek oliwy i wlałam do formy (do dwóch małych form jednej prostokątnej długiej na 20 cm, i jednej okrągłej o średnicy 18 cm., ale myślę, że możnaby użyć jednej prostokątnej długiej na 30 cm. i najlepiej wyłożonej papierem do pieczenia). Piekłam 1,5 godziny w temperaturze 180-190 st. C.
Podałam z sałatką z sałaty lodowej, pomidorów, papryki i natki pietruszki z sosem winegret.
Ale takie delicje to tylko od czasu do czasu a na codzień moje obiady wyglądają tak:


Puree z dyni i ziemniaków z pesto pietruszkowym, surówka z kapusty i papryki w trzech kolorach.
Ziemniaki gotowane, soczewica zielona gotowana, pesto pietruszkowe, surówka z kapusty i papryki w trzech kolorach.
 
Dynia gotowana na parze, gotowana ciecierzyca, sos ze zmiksowanych nasion wmieszanych z oliwą, wodą i przyprawami, surówka z kapusty, buraka i natki pietruszki.


Dynia gotowana na parze, kaszoryż, sos z nasion wymieszanych z wodą, oliwą i przyprawami, surówka z kapusty i buraka.