poniedziałek, 28 grudnia 2020

Potrawka z dyni i komosy ryżowej


Składniki na 4-6 porcji:
- pół dyni hokkaido (upiec w piekarniku w temperaturze 160 st. C. razem ze skórką) 
- 4-5 liści kapusty pekinskiej
- około 1/2 brokuła
- pietrucha biała, można pominąć 
- pół szklanki komosy ryżowej
- curry
- tahini
- sól
- wrzątek

Przygotowanie:

Komosę ryżową przepłukać na sicie, zalać 1,3 szklanki wrzątku. Doprowadzić do wrzenia, przykryć garnek pokrywką i potem jeszcze gotować na najniższym możliwym cieple aż do wchłonięcia całej wody. 

Kapustę i brokuły dowolnie kroimy i zalewamy 1/2 szklanki wrzątku, lekko solimy i gotujemy bardzo krótko pod przykryciem, aż brokuł będzie al dente.

Upieczoną dynię kroimy bez obierania na mniejsze kawałki. 

Wszystkie warzywa łączymy w jednym garnku, wsypujemy komosę, curry w ulubionej ilości, około 1-2 łyżki tahini, sól do smaku.

Gotowe. 

wtorek, 20 października 2020

Ostatni bób


Składniki 
- Ugotowany bób, bez obierania, gotowany 3-4 minuty od wrzenia, 
- Ugotowana kasza orkiszowa, z orkiszu Oberkulmer Rotkorn, lub innego w starej odmianie, 
- Tahini
- Sos tamari, u mnie mocny

Wyłożyć na talerz, wymieszać i delektować się. Oczywiście można podać z surówką. 


sobota, 17 października 2020

Mus z awokado i banana.

Jedna duża, lub dwie malutkie porcje.

1 awokado
3 dojrzałe banany
1/2 cytryny
Imbir
Goździki

Wszystko razem zmiksować.
Można by jeszcze dodać cynamon, ale tym razem zapomniałam. 

piątek, 9 października 2020

Potrawka z pęczakiem.


Ostatnio znów zaczęłam fotografować jedzenie, więc chyba czas powrócić do blogowania. 😉

Trzy małe, lub dwie duże porcje. 

Skladniki
- 250 g peczarek
- dwie malutkie cukinie
- trzy liście kapusty włoskiej
- pół szklanki suchej kaszy pęczak 
- 2 kopiaste łyżki drożdży nieaktywnych
- 1 łyżka oleju kokosowego nierafinowanego 
- przyprawy i sól

Kaszę wsypujemy do garnka i zalewamy szklanką wrzątku. Doprowadzamy do wrzenia, nie mieszamy. Pod przykryciem gotujemy na najmniejszym ogniu aż cała woda się wchłonie. 

Puki kasza się gotuje: 
Pieczarki kroimy dowolnie, wrzucamy do garnka lub na patelnię. Cukinię myjemy i nie obraną kroimy na półplasterki wrzucamy na pieczarki. Kapustę kroimy w paski, wrzucamy na wierzch. Całość solimy pół łyżeczki soli, lub więcej jak ktoś lubi.
Dodajemy przyprawę, może być gotowa, taka jakiej ja użyłam, lub po postu te same składniki. 
Dolewamy odrobinę wody i dusimy pod przykryciem jakieś 10-15 minut
 
Po tym czasie kasza powinna już być ugotowana. Przechylamy garnek, jeśli jest jeszcze woda, to gotujemy, jeśli nie, to wrzucamy do garnka z warzywami. Całość posypujemy drożdżami, ewentualnie solimy do smaku. Dodajemy olej kokosowy i całość mieszamy. 

Gotowe. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Pasztet z selera


Ponieważ piekę dużo chleba i chciałabym, aby osoby ode mnie go otrzymujące miały również coś wegańskiego do posmarowania, szukałam ostatnio przepisu na pasztet z selera. Znalazłam, bo oczywiście w Internecie można znaleźć wszystko :D Tutaj link do przepisu, który tak mocno zmodyfikowałam, że to już zupełnie inny przepis.


  • 550 g selera obranego
  • 150 g kaszy jaglanej
  • 300 g wody
  • 230 g cebuli obranej
  • 120 g orzechów włoskich
  • 30 g pestek dyni
  • 50 g pestek słonecznika
  • 40 g tahini (można zastąpić sezamem)
  • 50 g oleju kokosowego
  • 2 ząbki czosnku lub 1 łyżeczka czosnku granulowanego
  • 2 łyżeczki siemienia lnianego zalane 5 łyżeczkami wrzątku
  • 1 łyżka majeranku
  • 2 łyżeczki soli (lub do smaku)
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 2 szczypty pieprzu
Kaszę jaglaną prażymy, aż będzie jasna, zalewamy wrzątkiem i przecedzamy przez sito. Jeszcze trochę płuczemy pod bieżącą wodą. Zalewamy 300 g wody i gotujemy na małym gazie aż do wchłonięcia wody.

W międzyczasie kroimy seler na większą kostkę i zalewamy niewielką ilością wody, 2-3 cm. Gotujemy pod przykryciem, tak by się wytworzyła para i by kawałki selera nie zanurzone w wodzie gotowały się na parze.

Siemię lniane zalewamy wrzątkiem i mieszamy na gładką pastę.

Kroimy cebulę również na dużą kostkę, oliwę rozpuszczamy na patelni i szklimy na niej cebulę.

Do blendera wysokoobrotowego wsypujemy orzechy i pestki. Miksujemy na mąkę.

Ugotowany i odcedzony seler i podduszoną cebulę wkładamy do blendera. Dokładamy pozostałe składniki poza kaszą. Miksujemy. Dokładamy kaszę jaglaną i miksujemy.

Ciasto przekładamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia.
Pieczemy w temp 170 st. C przez 40 minut.
Trzeba się powstrzymywać, by nie zjeść wszystkiego od razu.





czwartek, 19 marca 2015

Wegeburgery

Wszędzie je pieką, więc i ja spróbowałam przepisu z jadłonomii. Z maleńkimi przeróbkami.

Składniki:
  • 2 szklanki startej marchewki
  • 1 1/2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 1/2 szklanki prażonego słonecznika
  • 1/2 szklanki zmielonych migdałów (termin przydatności wskazywał na niezdatne, ale przecież nie wyrzucę)
  • 1 cebula
  • 1 zastępnik jajka: 1 łyżeczka siemienia odtłuszczonego + 2,5 łyżeczki wody
  • 1/4 szklanki oleju
  • 3 łyżki mąki orkiszowej
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżeczki kolendry
  • 2 łyżeczki pietruszki suszonej
  • łyżeczka suszonego imbiru
  • 1/4 łyżeczki chili
  • sól i czarny pieprz
Wszystkie składniki zmieszać. Na początku może się wydawać za suche, ale po jakimś czasie zaczyna się kleić. Uformować kotleciki i ułożyć je na blasze pokrytej papierem do pieczenia. Wstawić do nagrzanego do 200 st. C piekarnika. Piec około 30 minut, po 20 minutach przewrócić na drugą stronę.


niedziela, 15 marca 2015

Muffinki buraczkowo-czekoladowe


Staram się nie jeść słodyczy, ale czasami mam straszną ochotę na coś czekoladowego i wtedy zbawieniem są słodycze, do których upieczenia można wybrać prawie zupełnie nieszkodliwe składniki.

Niedawno znalazłam świetną stronę - minimalistbaker, tak więc teraz jest to trzecia ze stron na którą najczęściej zaglądam w poszukiwaniu inspiracji. Poza tym lubię przepisy Olgi Smile i Smakoterapii.

A dzisiejsze muffinki, które leciutko przerobiłam, a raczej skomponowałam z dwóch przepisów, to dzieło minimalistbaker. Fudgy vegan beet cupcakes i fudgy vegan double chocolate beet muffins.
Jak widać na zdjęciach są bardzo ciemne, nie tylko dzięki kakao ale też z od puree buraczanego. Tym razem robiłam je ze zwykłej pszennej mąki, ale w drodze do mnie jest już mąka orkiszowa, i z nią zrobię kolejną porcję mało słodkich słodyczy.


Składniki:
  • 1/2 szkl. musu z buraków
  • 1 szkl. mleka roślinnego
  • 1 1/4 szkl. mąki (orkiszowej opcjonalnie)
  • 1/2 szkl. kakao
  • 1/4 szkl. oleju kokosowego rozpuszczonego
  • 1-2 łyżeczki octu jabłkowego
  • 1/3 szkl. ksylitolu lub cukru trzcinowego
  • 1/3 szkl. melasy (ja miałam akurat z trzciny cukrowej)
  • 1 1/2 łyżeczki sody
  • cukier waniliowy do smaku
  • szczypta soli

Dzień wcześniej warto zrobić mus z buraków. Buraki pieczemy zawinięte w folię lub zamknięte w naczyniu żaroodpornym. Po ostudzeniu obieramy je i miksujemy na gładko. Do przepisu są potrzebne 2 buraki, ale ja upiekłam od razu 2 kg. Z reszty można zrobić jarzynkę lub po prostu kilka wersji tych samych muffinków.

Mleko roślinne robiłam sama z przepisu na jogurt jaglany tylko nie zakwaszałam kulturami jogurtowymi, tylko samo skwaśniało przez noc, taki eksperyment, ale ostatecznie w oryginalnym przepisie jest zwykłe mleko migdałowe.


Do miski wlewamy mus z buraków, mleko, ocet, melasę, wsypujemy ksylitol i cukier waniliowy. Roztapiamy olej kokosowy. W osobnej misce mieszamy składniki suche: mąkę, kakao, proszek, sodę, sól. Po trochu wsypujemy suche składniki do mokrych cały czas mieszając. Na sam koniec dodajemy roztopiony olej mocno mieszając.


Jeśli tak jak ja nie nagrzaliście piekarnika, to teraz go włączcie na 120 st. C.
Do foremek na muffinki wkładamy papierki i wkładamy po 1 łyżce ciasta. Pieczemy do suchego patyczka około 25 minut.

Ostrzegam, jest mało słodkie, tylko dla osób, które dawno nie jadły nic słodkiego.

Opcjonalnie można dodać skórkę pomarańczową. Po zjedzeniu eko pomarańczy skórkę kroimy na małą kosteczkę i wrzucamy do ciasta. Moja ulubiona wersja tych muffinek.


środa, 11 marca 2015

Piekarnia Skibeczka: Ser topiony wegański

Piekarnia Skibeczka: Ser topiony wegański: Kolejne smarowidło do chleba. Smakuje prawie jak ser topiony, taki jaki pamiętam z dawnych czasów. Mam nadzieję, że Ci z was, którzy będą ...

Sałatka mega szybka


Dzisiejsza sałatka obiadowa bardzo mi smakowała. Chyba dlatego, że przypominała śledzie w śmietanie. Można być weganinem, ale mieć swoje ulubione dania niewegańskie i bardzo cieszy, gdy takie właśnie smaki zupełnie przypadkiem osiąga się w czasie gotowania.

Oprócz sałatki na talerzu widać klopsy z tego przepisu. Zmodyfikowałam go, ponieważ nie miałam kaszy jaglanej za to kaszę gryczaną i kukurydzianą. Jak widać pominęłam również panierkę, dorzuciłam moje ulubione curry i użyłam oleju kokosowego zamiast oliwy.


Sama sałatka składała się z:
  • 3-4 laski selera naciowego
  • 1/3 rzodkwi białej
  • 3 ogórki kwaszone
  • 1 awokado
  • 2 łyżki octu jabłkowego
  • szczypta soli

Warzywa można utrzeć na tarce albo pociąć na plasterki przy pomocy szatkownicy. Ja tym razem poszłam na łatwiznę i wszystko delikatnie zmiksowałam w Thermomix'ie.

czwartek, 5 marca 2015

Kiszenie kapusty


Pomyślicie sobie: zwariowała, kiszenie kapusty wiosną? No cóż, jedno z moich dziwactw. Nie kiszę kapusty w beczce, bo nie mam beczki ani wielgachnego ubijaka, który zastąpiłby udeptywanie nogami (brrr), więc kiszę kapustę na bieżąco.

Zajmuje mi to mniej więcej godzinę i mam 7 kg kapusty. Na szczęście mam piwnicę, w której ją mogę przechowywać, bo po ukończeniu procesu kiszenia należy ją trzymać w chłodnym miejscu. Ale gdyby piwnica nie była dostępna można ukisić np. 3 kg i przechowywać w lodówce. A jak wartościowa jest taka kapusta, chyba nikogo nie trzeba przekonywać.

Kapustę kupuję w kooperatywie i choć nie ma certyfikatu, to gospodarz deklaruje, że nie używa pestycydów.



Zanim zacznę szatkować przygotowuję stanowisko pracy: stolnica, szatkownica ustawiona na najcieńsze plastry czyli 4 mm, wielki emaliowany garnek, drewniany ubijak oraz produkty: kapusta obrana z wierzchnich liści i sól, niejodowana i bez antyzbrylaczy, czyli po prostu prawdziwa sól.

W tym momencie ważę kapustę i obliczam ilość potrzebnej soli, 100 gram soli na każde 5 kg kapusty.

I teraz już tylko szatkuję (np pół kapusty), ubijam, solę i ponownie szatkuję, ubijam, solę. Tak aż do wyczerpania składników, ostatnia powinna być sól.

Na koniec jeszcze całym ciężarem ciała opieram się na ubijaku i maksymalnie uciskam kapustę.

Teraz szczelnie przykrywam garnek folią spożywczą i odstawiam go na ciepłe płytki podłogi kuchennej. Dwa dniu później warto ją przemieszać, góra z dołem i jeszcze raz ubić. Po czterech dniach kapusta jest gotowa i można ją przełożyć do słoików z zamknięciem weck, albo cały garnek zanosimy do piwnicy i mamy zawsze po ręką samodzielnie ukiszoną, pyszną kapustę.


z

niedziela, 1 marca 2015

Niedzielny obiad


Na niedzielny obiad lubię zrobić coś innego niż kasza, ryż czy ziemniaki. Tym razem padło na lasagne. We Włoszech to pewnie jakaś podrzędna potrawa, u nas w domu to wypas równie wielki jak pizza, którą jemy naprawdę rzadko. Przy okazji po raz kolejny stwierdziłam, że koniecznie muszę kupić niższe i szersze naczynie żaroodporne. Najlepiej takie specjalnie do lasagne.



Jak wiać powyżej warstw było pięć: czerwona, biała, czerwona, biała, czerwona. Przy płaskim naczyniu zrobiłabym trzy warstwy: czerwona, biała, czerwona. Czas przygotowania nie licząc pieczenia w piekarniku: około 2,5 godziny. Czas pieczenia 45 minut. Należy jednak wziąć pod uwagę, że korzystałam z tarki, która kroi na kostkę zarówno cebulę jak i marchewkę i pietruszkę.


Skład (dla 6-7 osób):

  • makaron lasagne, jedno opakowanie (ja zużyłam ok 3/4 opakowania 500 gramowego)

Sos czerwony:
  • 200 g soczewicy zielonej, suchej
  • 2 marchewki
  • 3 czerwone cebule (mogą być też białe)
  • 150-190 g przecieru pomidorowego (wg uznania)
  • 2 łyżki oliwy (ja użyłam tej od pomidorów suszonych)
  • zioła jakie najbardziej lubimy w lasagne, u mnie prowansalskie i oregano
  • kminek (opcjonalnie)
  • papryka słodka
  • kurkuma
  • pieprz 
  • sól

Sos biały:
  • 2 korzenie pietruszki
  • 6 ząbków czosnku
  • 2 cm korzenia imbiru
  • 1 cebula (biała)
  • 1 łyżka oleju kokosowego, lub innego
  • drożdże nieaktywne (opcjonalnie i wg uznania)
Pozostała część sosu białego na postawie tego przepisu na sos beszamel
  • szklanka ugotowanej kaszy jaglanej
  • woda (około 400 ml)
  • 2 łyżki pestek słonecznika
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • łyżeczka startej gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz do smaku


Namaczamy przez pół godziny soczewicę, następnie wodę wylewamy i w nowej wodzie gotujemy aż będzie miękka. Wody nie odlewamy, chyba, że jest bardzo dużo, przyda nam się tylko szklanka.

Na patelni rozpuszczamy olej kokosowy, uważamy, by nie przypalić. Czosnek kroimy w kosteczkę lub przeciskamy przez praskę, lekko szklimy na patelni. Dodajemy pokrojony w drobną kosteczkę imbir. Na koniec dodajemy pokrojoną w kosteczkę cebulę. Na końcu jeszcze pokrojoną w kostkę pietruszkę (można zetrzeć na tarce). Możemy podlać odrobinę wodą, żeby się już nie smażyło tylko gotowało.

Całość przekładamy na talerz, a na tej samej patelni rozgrzewamy olej z suszonych pomidorów. Kroimy cebulę i ją szklimy delikatnie. Dodajemy pokrojoną w kostkę marchew (można zetrzeć na tarce). Teraz przyprawy i koncentrat pomidorowy oraz woda z gotowania soczewicy. Niech woda odparuje, a warzywa zmiękną. Na koniec dodajemy soczewicę i wszystko mieszamy.

Robimy sos beszamel. Wszystkie składniki prócz wody wkładamy do miksera szybkoobrotowego. Miksujemy dolewając po woli wody, aż do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Przelewamy do garnka i mieszając doprowadzamy o wrzenia.

Zagotowujemy wodę, solimy ją i wrzucamy do niej płaty lasagne, trzeba samemu obliczyć ile się ich zużyje biorąc pod uwagę powierzchnię jednej warstwy i ilość warstw makaronu. U mnie było 6 warstw makaronu, czyli o jedną więcej niż warstw sosów. Ja całkowicie ugotowałam te makarony, bo nie wierzę, że zmiękną w czasie pieczenia,  u trzeba zawierzyć swojemu doświadczeniu.

Na dnie naczynia do zapiekania wlewamy cienką warstwę sosu beszamel, kładziemy makaron. Następnie 1/3 sosu czerwonego, znów makaron, 1/2 warzyw do sosu białego i na nie sos beszamel, można wymieszać. Makaron, 1/3 sosu czerwonego, makaron, 1/2 białych warzyw i beszamelu, makaron, reszta sosu czerwonego, makaron, sos beszamel (można doprawić drożdżami nieaktywnymi i wtedy odpowiednio rozrzedzić wodą).

Teraz można iść na długi spacer, bo jest dopiero godzina 11:00.
Po dwóch godzinach i 10 przebytych kilometrach (niedzielny spacer z rodziną w wersji idealnej) wstawiamy lasagne do piekarnika nagrzanego do 180 st. C i zabieramy się za sałatkę lub surówkę. Sałata o tej porze jest dla mnie zbyt papierowa więc pokroiłam na plasterki seler naciowy, ogórek kiszony i rzodkiew białą, skropiłam odrobiną oliwy.

Smacznego.



sobota, 28 lutego 2015

Zupa nic

Wiem, dawno mnie nie było.
Ale taka już jestem, jak mi się coś przeje, to na jakiś czas zapominam, że istnieje.


Moja kuchnia strasznie się zmieniła przez ten czas, choć nadal jestem weganką i bynajmniej nie witarianką.
W zasadzie gotuję mało, w każdym razie nie są to żadne popisowe dania nadające się na blog.

Najważniejszą dietetyczną zmianą jest brak śniadań. Gdybym rano biegała, to pewnie zmuszona byłabym coś zjeść, ale ostatnio gdy biegałam, to było to po południu, więc rano tylko piję wodę z cytryną, cztery szklanki. Po dwóch, trzech godzinach zjadam jakiś owoc, a po pięciu, sześciu godzinach od wstania jem główny posiłek. Potem jeszcze coś drobnego na kolację.

Takie coś drobnego to na przykład zupa nic.

Skladniki:
  • puree ziemniaczane pozostałe z obiadu
  • hummus
  • woda po gotowaniu ziemniaków na obiad
  • warzywa suszone
  • sól, majeranek, pieprz, ocet jabłkowy

Najpierw gotuję suszone warzywa, a potem dodaję puree, hummus i przyprawy. Gotowe.

Muszę tylko dodać, że puree było z podsmażaną cebulką i ziołami prowansalskimi, omaszczone kwaśną śmietaną kokosową, a hummus był z dodatkiem pomidorów suszonych.

O śmietanie kokosowej i kefirze kokosowym napiszę niedługo. 



poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Przerwa wakacyjna


Jestem, jestem, ale nie piszę, bo w okresie wakacyjnym prawie nie gotuję. Moje posiłki składają się z surowych owoców w godzinach przedpołudniowych, zwłaszcza dużo arbuzów pochłaniam w tym roku, po południu zwykle jakaś surówka lub sałatka z surowych warzyw z kapką oliwy i do tego kasza, minimalne ilości strączkowych.

Natomiast teraz uczestniczę w zwołanym przez Pepsi Eliot zbiorowym zrzucaniu kilosów, więc codziennie rano biegam, a w ciągu dnia jem tylko i wyłącznie surowe owoce i warzywa, żadnej oliwy, żadnych strączkowych, nawet żadnych nasion czy orzechów.

Jeśli nie skusi mnie witarianizm, to we wrześniu powrócę z nowymi przepisami.

piątek, 21 czerwca 2013

Łazanki z ciecierzycy


Kiedy zaczyna się rozmyślać, bo by tu sobie smakowitego ugotować nie używając mąki z glutenem, przychodzą do głowy naprawdę ciekawe pomysły.

  • 120 g mąki z ciecierzycy
  • 100 g mąki gryczanej
  • 3 łyżki napęczniałego w wodzie siemienia lnianego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • woda

Siemię lniane można oczywiście najpierw zmiksować, niestety popsuł mi się mikser, więc moczyłam je w całości w zimnej wodzie, tak długo, aż wytworzyły tą fajną galaretkę. Wszystkie składniki wymieszałam i dolałam tyle wody, by ciasto było tak twarde jak na makaron. Rozwałkowałam je na grubość 1 mm i wycięłam prostokąciki.

Gotowałam w osolonej wodzie, aż były miękkie. Sądzę, że nie powinno się ich jeść al dente :D

Podałam w zubożonym rosole, bo był tylko na marchewce, pietruszce i kalarepie, za to z liśćmi kalarepy.


niedziela, 9 czerwca 2013

Zapiekanka warzywna

Zapiekanka to mój ulubiony typ obiadu, bo można w ciągu pół godziny wszystko włożyć do jednego naczynia, a potem przez godzinę nie myśleć o jedzeniu. Pół godziny zabiera mi potem zrobienie surówki i obiad można serwować.
Jeszcze zanim zostałam weganką, moja mama robiła dla nas taką zapiekankę, tylko że sos do niej był robiony na bazie sera żółtego. Chcąc ją odtworzyć musiałam poszukać jakiegoś zastępnika i myślę, że sos wyszedł mi smakowity.

 Składniki na sos:
  • 120 g skiełkowanych pestek słonecznika (suchych chyba 100 g)
  • 50 g migdałów (można je również namoczyć, niestety tego nie zrobiłam)
  • 40 g drożdży nieaktywnych
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej 
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka czosnku granulowanego
  • szczypta pieprzu
  • woda około 2 szklanek, ale w sumie na wyczucie

Wszystkie składniki miksujemy.

Składniki na zapiekankę:
  • 2 szklanki ryżu brązowego (ugotować dzień wcześniej z solą i kurkumą w czterech szklankach wody)
  • 3 marchewki
  • 1 kalafior
  • 1 brokuł
  • kilka liści kalarepy i szpinaku
  • sos

Naczynie żaroodporne wysmarować olejem, wyłożyć kolejno ryż, liście, marchew, brokuł i kalafior. Piec pod przykryciem w temp 180 st. C do czasu, aż warzywa będą miękkie. Polać sosem i jeszcze na chwilkę wstawić do piekarnika. W tym czasie zjeść wuchtę surówki, np. zielony ogórek, rzodkiewka, koperek i zielona część cebuli, przyprawione cytryną, solą i pieprzem, oraz polane odrobiną oliwy.
Następnym razem gdy będę robić sos, zwiększę jego ilość, bo jednak było go za mało.


piątek, 31 maja 2013

Zielony krem RAW


Czasami odechciewa mi się gotowania, zwłaszcza gdy stwierdzam, że ważę więcej niż bym chciała, a brzuch mam bez przerwy pełen.
Wtedy zabieram się za ograniczanie kalorii, a najłatwiej to zrobić właśnie teraz, gdy na ogródku pełno zielonych liści, które aż się proszą by znaleźć się na talerzu.

Ponieważ przeżuwanie sałaty bez dodatku oliwy jest raczej niezachęcające, więc miksuję sobie kremy z warzyw z dodatkiem pestek i nasion. Poniższe danie zwykle robię na obiad, a na śniadanie, jeśli jestem w domu, mam krem owocowy na bazie bananów ze szpinakiem, a jeśli idę do pracy, to jem po prostu te owoce bez miksowania.

Krem z zielonych liści


  • sałata
  • szpinak
  • młoda kapusta
  • zielona część cebuli dymki
  • koperek
  • pietruszka
  • 1 zielony ogórek
  • 50 g siemienia lnianego zmielonego tuż przed robieniem kremu
  • 50 g pestek słonecznika namoczonych minimum 2 godziny
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 cytryny
  •  1 1/2 szklanki wody

Wszystkie składniki powinny się zmieścić w mikserze o pojemności 3 litrów, oczywiście po zmiksowaniu to będzie jakiś litr. Miksuję przez dwie minuty i mam smakowity obiadek. Mniam.
Jeszcze tylko musiałabym zdobyć jarmuż i go włączyć do tej uczty.

piątek, 17 maja 2013

Bezowocne dyskusje



Dowód na inteligencję Szatana, który w genialny sposób rodzi w ludzkich umysłach „mądrość” selekcyjnych wyborów. Zasada jest prosta: co jest wygodne– istnieje, co stawia wymagania – tego po prostu nie ma.

Link prowadzi do opisu doświadczenia piekła przez pewną XVI wieczną zakonnicę, więc zupełnie nie w temacie, ale jakby na temat.
Niestety, albo stety, ciągle wdaję się w dyskusje na temat weganizmu i wyciągam jeden wniosek, to co stawia wymagania - tego po prostu nie ma. Hodowli przemysłowej nie ma - bo "ja" nie widzę, zabijania nie ma - bo "ja" nie zabijam, ludzie piją mleko bo przecież koty też piją itd.

Dobrze jeśli rozmiawiam o weganiźmie z osobami kulturalnymi, niestety jeśli mój rozmówca do takowych się nie zalicza, to czasami mogę usłyszeć komentarz, który wyjęty z kontekstu oznaczałby chyba tylko, że piję ludzką krew, taki dziwny jest ten mój sposób na życie.

Ostatnio w programie pierwszym Polskiego Radia słuchałam audycji na temt chorobliwego strachu* i w jej trakcie dr z instytutu PAN powiedziała, że doświadczenia przeprowadza się na zwierzętach, gdyż ośrodki strachu w mózgu mamy takie same jak one, a łatwiej je badać (pewnie ze względu na koszty). Czy przeciętny słuchacz tej audycji pomyślał, że w rzeźniach zwierzęta przeżywają taki sam strach jaki my byśmy tam przeżywali. Dlaczego to dociera do tak niewielu, a pozostali zasłaniają uszy.



21:30 15.05.2013
NAUKOWY ZAWRÓT GŁOWY
Informacje o audycji:
aut. Artur Wolski
Jak pozbyć się strachu?

Neurobiolodzy od lat starają się wspomóc psychiatrię i psychologię kliniczną w walce ze strachem. W audycji opowiemy o najnowszych badaniach dotyczących strachu, walki z fobiami i wygaszaniem strachu. Okazuje się, że   na zaburzenia fobiczne cierpi, w mniejszym lub większym stopniu, około 99% ludzi. I tak fobie specyficzne to lęki przed zwierzętami np. pająkami czy sytuacjami społecznymi jak np. zamknięcie w windzie, samolocie czy np. małym pomieszczeniu czy turystycznej łodzi podwodnej na wakacjach. Coś co miało być przyjemnością staje się udręką. Wiele osób wręcz panicznie boi się zranienia i widoku krwi a myśl o śmierci jest stanem emocjonalnym wymykającym się spod kontroli psychicznej. Istnieją też fobie sytuacyjne związane z lękiem przed wykonaniem jakiejś zawstydzającej czynności na oczach innych ludzi oraz brakiem jej kontrolowania np. paniczny lęk przed koniecznością oddania moczu na ulicy. Stany lekowe trwające długo potrafią sprowokować nawet zawał serca i zgon. Dowiemy się jak wygaszać strach i co zrobić aby nie wracał on do naszej świadomości. Eksperci opowiedzą jak pracuje mózg gdy działa pod wpływem bodźca lękowego i czy potrafimy nauczyć mózg wygaszać strach i nie pozwalać aby powracał on do naszej świadomości. Opowiedzą o tym  dr Ewelina Knapska z Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN oraz Paweł Holas psychofizjolog i psychoterapeuta.

czwartek, 16 maja 2013

Szare kluski





Szare kluski to chyba potrawa pasująca bardziej do zimy, niż do wiosny, ale ostatnio usłyszałam, że któraś koleżanka miała je na obiad i zapragnęłam sama takie zrobić. Prawdę powiedziawszy robiłam je pierwszy raz w życiu, jakoś w moim domu nie było tradycji robienia takowych. A ponieważ unikam glutenu jeśli jest taka możliwość, więc mąka pszenna oczywiście nie wchodziła w rachubę. Jajek oczywiście też nie zamierzałam użyć, stabilność klusek wydawała mi się stać pod znakiem zapytania. Jednak nie było tak strasznie, było nawet nieziemsko łatwo.

  • 670 g ziemniaków obranych
  • 100 g mąki gryczanej
  • 80 g mąki ziemniaczanej

Ziemniak starłam na drobnych łezkach na tarce. (Następnym razem spróbuję je zblenderować na pulpę)
Odsączyłam je z nadmiaru wody, w sumie jakieś 20 łyżek płynu. Wsypałam obie mąki i wymieszałam wszystko na gładkie ciasto, raczej luźne, ale nie tak jak na kluski z mąki, choć nie tak twarde jak na kopytka.
W dużym garnku zagotowałam wodę i ją osoliłam. Łyżką nabierałam niewielką ilość ciasta, porównywalną z objętością jednej łyżeczki, i wrzucałam ją po lekkim uformowaniu na wrzątek. Po wypłynięciu kluski gotowałam jeszcze przez kilka minut.

Trochę wcześniej usmażyłam 2 porządne cebule na oliwie i ugotowane i odsączone kluski wymieszałam z tą właśnie cebulką. Całość jeszcze dosoliłam, ale to już zależy od indywidualnych gustów.

Kluski podałam oczywiście z gotowaną kwaszoną kapustą. Kapustę można oczywiście ugotować z dodatkiem całej gamy przypraw, ja ograniczyłam się tylko do rozmarynu i pieprzu.

Na zdjęciach tego nie ujęłam, ale zanim rozpoczęłam kluskową ucztę, zjadłam porządną porcję surówki z sałaty, rzodkiewek i ogórków, bo surowizna jest niezbędna w każdym posiłku. O tym nie wolno zapominać.




Ostatnio trafiłam na stronę rebelianci.org, świetne źródło wegańskich obrazków. Np.






poniedziałek, 6 maja 2013

Pesto z liści rzodkiewki i chleb gryczany

Miałam niedawno okazję kupić ekologiczne rzodkiewki, a ponieważ już dawno temu widziałam na wielu blogach pesto z liści rzodkiewek, postanowiłam i ja takiego spróbować.
  • 120 g liści rzodkiewek
  • 120 g pestek słonecznika
  • 130 g oliwy
  • 1 1/2 łyżki soku z cytryny
  • sól
Liście umyć i wywirować jak sałatę. Pestki uprażyć na suchej patelni. Wszystko razem zmiksować w blenderze. Szybkie i proste.
A chlebek który posmarowałam pesto, był jak to u mnie ostatnio bezglutenowy. Tym razem bez mąki kukurydzianej.
  • 500 g zakwasu z mąki gryczanej (mniej więcej 1:1 z wodą)
  • 110 g mąki ryżowej
  • 110 g mąki z kaszy jaglanej
  • 250 g mąki z kaszy gryczanej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 380-400 g wody
  • 1 łyżeczka soli,  kopiasta
Zakwas gryczany przechowuję w lodówce, więc po prostu wyjmuję go ze słoiczka, dosypuję mąki gryczanej i dolewam wody i powtarzam to raz albo dwa razy, oczywiście zachowując proporcje, by ostatecznie uzyskać pięćset gram. Jedną łyżkę zakwasu odkładam do lodówki, a do reszty wsypuję pozostałe mąki, sól, wlewam wodę i wszystko mieszam krótko łyżką. Ciasto powinno być luźne.
Foremkę metalową smaruję oliwą i wysypuję np. kaszką manną. Odstawiam do wyrośnięcia na 6-8 godzin. Ponieważ chleb wyrósł mi kiedy miałam już iść spać, wiec włożyłam go do lodówki i piekłam dopiero rano. Piekarnik nagrzałam do 250 st. C. Po włożeniu chleba temperaturę obniżyłam do 230 st. C i tak piekłam przez 50 minut. Po tym czasie wyjęłam chleb z foremki i jeszcze na 10 minut włożyłam go do piekarnika.
 
Zdjęcie robiłam wieczorem tego dnia, w którym piekłam. Skibeczki można kroić niesamowicie cieniutkie, a jak widać są bardzo sprężyste i w ogóle się nie kruszą.
Poniżej chlebek posmarowany wegejonezem, który mam zawsze w lodówce, bez niego już sobie po prostu nie wyobrażam. Robię go w zasadzie raz w tygodniu i na tyle mniej więcej starcza, a używam go nie tylko do chleba, ale i do zabielania zup i łagodzenia ich smaku jeśli przesypię ostrych przypraw.
Niedawno też jadłam świetne kanapeczki z cykorii. Po prostu każdy listek smarowałam wegejonezem i pałaszowałam ze smakiem.  Wegańskie jedzenie jest niesamowicie smakowite, jeśli tylko przestaniemy sobie wmawiać, że tak nie jest.

sobota, 4 maja 2013

Pokrzywa



Po raz pierwszy w życiu wykorzystałam "chwast" w mojej kuchni. Trudno mi ocenić, czy pokrzywa jest smaczna, bo zawsze ją jem z jakimś dodatkiem, jednak na pewno jest zdrowa, a przecież o to tylko chodzi.

Pesto z pokrzywy


  • 200 g pokrzywy
  • 200 g pestek słonecznika
  • 200 g oliwy
  • 5 łyżek soku z cytryny
  • 1 1/2 łyżeczki soli


Pokrzywę zrywałam w okolicy gdzie na pewno nie ma zanieczyszczeń. Odrywałam tylko górne liście, całą roślinę pozostawiając w ziemi, tak jak podobno zrywa się herbatę, tylko najmłodsze listki. W domu pozbyłam się również tych krótkich łodyżek, liście wypłukałam i odwirowałam jak sałatę.
Pestki słonecznika uprażyłam.  Następnym razem zmiksuję je na mąkę zanim dołożę liście, gdyż nie udało mi się zmiksować ich na całkowitą miazgę.

Wszystkie składniki zmiksowałam i przełożyłam do słoika. Pasta bardzo ciemnieje pod wpływem tlenu, więc jeśli mamy blender, który dobrze radzi sobie z mniejszymi ilościami składników, warto zrobić mniej.



Można zmniejszyć ilość pokrzywy nawet do połowy podanej przeze mnie wartości. Można też zwiększyć ilość oliwy, gdyż w sumie pasta jest bardzo sucha. Jeśli ktoś lubi może dodać czosnek. Oczywiście posmarowałam nim chleb bezglutenowy z mąk kaszowych i jadłam z ogórkiem kwaszonym. Żelazo chyba skoczyło mi o 300 procent :D



Przy okazji robienia pesto z pokrzywy zrobiłam klopsy z pokrzywą, po prostu do powyższego przepisu dodałam po 70 g pokrzywy i pestek, a zmiksowawszy je, jeszcze przed dolaniem oliwy, odłożyłam 140 g masy, którą potem dodałam do klopsów.


Klopsy z pokrzywą


  • 140 g masy pokrzywowo-słonecznikowej (proporcja 1:1)
  • 1 1/2 szklanki kaszy jaglanej
  • 2 łyżeczki soli
  • 2-3 szczypty pieprzu
  • 2-3 łyżeczki kminku
  • 2 łyżki majeranku

Kaszę uprażyć, wsypać do wrzątku, przecedzić (uwaga na szumowiny), zalać trzema szklankami wrzątku i gotować na minimalnym ogniu do wygotowania się wody.
Świeżo ugotowaną kaszę podusić łyżką (potem się już to nie uda), następnie dodać pozostałe składniki. Ulepić klopsy i smażyć na dobrze rozgrzanej oliwie.



Zdjęcie nie oddaje zieloności tych klopsów, ale są naprawdę zielone.

Poniżej ziemniaki są polane pesto z pokrzywy rozrzedzonym wodą. Taki ekstra szybki sos :D
Surówka z marchwi, brukwi i selera (3:3:1) przyprawiona solą, cytryną i oliwą.