niedziela, 3 czerwca 2012

Śniadanko

Uwielbiam płatki, w zasadzie moi rodzice i rodzeństwo też uwielbiają płatki.
Tylko, że oni nie wyobrażają sobie, jak można jeść płatki bez mleka i cukru lub miodu.

Moje płatki na śniadanie sporządzam tak:

Kupuję porządne, odrobinę droższe od marketowych płatki owsiane, pszenne, żytnie, orkiszowe i jakie tam jeszcze znajdę w sklepie ekologicznym. I tak na prawdę nie chodzi mi o ekologiczność. Chodzi mi o czystość produkcji. W tych za dwa złote pół kilo, można znaleźć różne śmieci, spleśniałe ziarno spłaszczone na płatki, albo i inne brudy, których wolałam nie analizować. A przygotowanie owych płatków zajmowało mi najpierw pół godziny przekładania małymi porcjami z wnikliwym oglądaniem każdej dziesiątki płatków. Wolę wydać więcej i bez strachu przygotowywać sobie posiłek.

Tak więc wieczorem wrzucam do szklanej miski czternaście łyżek miksu płatków, porcja na dwa dni. Garść pestek dyni, pestek słonecznika, migdałów (pokruszonych) i łyżkę siemienia lnianego zmielonego. Zalewam zimną wodą tak, by przykryła płatki plus jeszcze jeden centymetr.



Rano dodaję jedno raczej małe, starte jabłko na jedną porcję.
Teraz można zrobić sobie z tego szarlotkę dodając cynamon i imbir, tak wygląda moja standardowa wersja. Można podgrzać, ale tylko odrobinę, żeby nie zniszczyć witamin. Oczywiście żadnego cukru, miodu czy innych słodzików nie dodaję, bo i nie potrzeba.

Tym razem miałam świeże truskawki, przyniesione właśnie przez mamę, więc zaszalałam, jak widać na zdjęciu poniżej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz