sobota, 28 lutego 2015

Zupa nic

Wiem, dawno mnie nie było.
Ale taka już jestem, jak mi się coś przeje, to na jakiś czas zapominam, że istnieje.


Moja kuchnia strasznie się zmieniła przez ten czas, choć nadal jestem weganką i bynajmniej nie witarianką.
W zasadzie gotuję mało, w każdym razie nie są to żadne popisowe dania nadające się na blog.

Najważniejszą dietetyczną zmianą jest brak śniadań. Gdybym rano biegała, to pewnie zmuszona byłabym coś zjeść, ale ostatnio gdy biegałam, to było to po południu, więc rano tylko piję wodę z cytryną, cztery szklanki. Po dwóch, trzech godzinach zjadam jakiś owoc, a po pięciu, sześciu godzinach od wstania jem główny posiłek. Potem jeszcze coś drobnego na kolację.

Takie coś drobnego to na przykład zupa nic.

Skladniki:
  • puree ziemniaczane pozostałe z obiadu
  • hummus
  • woda po gotowaniu ziemniaków na obiad
  • warzywa suszone
  • sól, majeranek, pieprz, ocet jabłkowy

Najpierw gotuję suszone warzywa, a potem dodaję puree, hummus i przyprawy. Gotowe.

Muszę tylko dodać, że puree było z podsmażaną cebulką i ziołami prowansalskimi, omaszczone kwaśną śmietaną kokosową, a hummus był z dodatkiem pomidorów suszonych.

O śmietanie kokosowej i kefirze kokosowym napiszę niedługo. 



poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Przerwa wakacyjna


Jestem, jestem, ale nie piszę, bo w okresie wakacyjnym prawie nie gotuję. Moje posiłki składają się z surowych owoców w godzinach przedpołudniowych, zwłaszcza dużo arbuzów pochłaniam w tym roku, po południu zwykle jakaś surówka lub sałatka z surowych warzyw z kapką oliwy i do tego kasza, minimalne ilości strączkowych.

Natomiast teraz uczestniczę w zwołanym przez Pepsi Eliot zbiorowym zrzucaniu kilosów, więc codziennie rano biegam, a w ciągu dnia jem tylko i wyłącznie surowe owoce i warzywa, żadnej oliwy, żadnych strączkowych, nawet żadnych nasion czy orzechów.

Jeśli nie skusi mnie witarianizm, to we wrześniu powrócę z nowymi przepisami.

piątek, 21 czerwca 2013

Łazanki z ciecierzycy


Kiedy zaczyna się rozmyślać, bo by tu sobie smakowitego ugotować nie używając mąki z glutenem, przychodzą do głowy naprawdę ciekawe pomysły.

  • 120 g mąki z ciecierzycy
  • 100 g mąki gryczanej
  • 3 łyżki napęczniałego w wodzie siemienia lnianego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • woda

Siemię lniane można oczywiście najpierw zmiksować, niestety popsuł mi się mikser, więc moczyłam je w całości w zimnej wodzie, tak długo, aż wytworzyły tą fajną galaretkę. Wszystkie składniki wymieszałam i dolałam tyle wody, by ciasto było tak twarde jak na makaron. Rozwałkowałam je na grubość 1 mm i wycięłam prostokąciki.

Gotowałam w osolonej wodzie, aż były miękkie. Sądzę, że nie powinno się ich jeść al dente :D

Podałam w zubożonym rosole, bo był tylko na marchewce, pietruszce i kalarepie, za to z liśćmi kalarepy.


niedziela, 9 czerwca 2013

Zapiekanka warzywna

Zapiekanka to mój ulubiony typ obiadu, bo można w ciągu pół godziny wszystko włożyć do jednego naczynia, a potem przez godzinę nie myśleć o jedzeniu. Pół godziny zabiera mi potem zrobienie surówki i obiad można serwować.
Jeszcze zanim zostałam weganką, moja mama robiła dla nas taką zapiekankę, tylko że sos do niej był robiony na bazie sera żółtego. Chcąc ją odtworzyć musiałam poszukać jakiegoś zastępnika i myślę, że sos wyszedł mi smakowity.

 Składniki na sos:
  • 120 g skiełkowanych pestek słonecznika (suchych chyba 100 g)
  • 50 g migdałów (można je również namoczyć, niestety tego nie zrobiłam)
  • 40 g drożdży nieaktywnych
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej 
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka czosnku granulowanego
  • szczypta pieprzu
  • woda około 2 szklanek, ale w sumie na wyczucie

Wszystkie składniki miksujemy.

Składniki na zapiekankę:
  • 2 szklanki ryżu brązowego (ugotować dzień wcześniej z solą i kurkumą w czterech szklankach wody)
  • 3 marchewki
  • 1 kalafior
  • 1 brokuł
  • kilka liści kalarepy i szpinaku
  • sos

Naczynie żaroodporne wysmarować olejem, wyłożyć kolejno ryż, liście, marchew, brokuł i kalafior. Piec pod przykryciem w temp 180 st. C do czasu, aż warzywa będą miękkie. Polać sosem i jeszcze na chwilkę wstawić do piekarnika. W tym czasie zjeść wuchtę surówki, np. zielony ogórek, rzodkiewka, koperek i zielona część cebuli, przyprawione cytryną, solą i pieprzem, oraz polane odrobiną oliwy.
Następnym razem gdy będę robić sos, zwiększę jego ilość, bo jednak było go za mało.


piątek, 31 maja 2013

Zielony krem RAW


Czasami odechciewa mi się gotowania, zwłaszcza gdy stwierdzam, że ważę więcej niż bym chciała, a brzuch mam bez przerwy pełen.
Wtedy zabieram się za ograniczanie kalorii, a najłatwiej to zrobić właśnie teraz, gdy na ogródku pełno zielonych liści, które aż się proszą by znaleźć się na talerzu.

Ponieważ przeżuwanie sałaty bez dodatku oliwy jest raczej niezachęcające, więc miksuję sobie kremy z warzyw z dodatkiem pestek i nasion. Poniższe danie zwykle robię na obiad, a na śniadanie, jeśli jestem w domu, mam krem owocowy na bazie bananów ze szpinakiem, a jeśli idę do pracy, to jem po prostu te owoce bez miksowania.

Krem z zielonych liści


  • sałata
  • szpinak
  • młoda kapusta
  • zielona część cebuli dymki
  • koperek
  • pietruszka
  • 1 zielony ogórek
  • 50 g siemienia lnianego zmielonego tuż przed robieniem kremu
  • 50 g pestek słonecznika namoczonych minimum 2 godziny
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 cytryny
  •  1 1/2 szklanki wody

Wszystkie składniki powinny się zmieścić w mikserze o pojemności 3 litrów, oczywiście po zmiksowaniu to będzie jakiś litr. Miksuję przez dwie minuty i mam smakowity obiadek. Mniam.
Jeszcze tylko musiałabym zdobyć jarmuż i go włączyć do tej uczty.

piątek, 17 maja 2013

Bezowocne dyskusje



Dowód na inteligencję Szatana, który w genialny sposób rodzi w ludzkich umysłach „mądrość” selekcyjnych wyborów. Zasada jest prosta: co jest wygodne– istnieje, co stawia wymagania – tego po prostu nie ma.

Link prowadzi do opisu doświadczenia piekła przez pewną XVI wieczną zakonnicę, więc zupełnie nie w temacie, ale jakby na temat.
Niestety, albo stety, ciągle wdaję się w dyskusje na temat weganizmu i wyciągam jeden wniosek, to co stawia wymagania - tego po prostu nie ma. Hodowli przemysłowej nie ma - bo "ja" nie widzę, zabijania nie ma - bo "ja" nie zabijam, ludzie piją mleko bo przecież koty też piją itd.

Dobrze jeśli rozmiawiam o weganiźmie z osobami kulturalnymi, niestety jeśli mój rozmówca do takowych się nie zalicza, to czasami mogę usłyszeć komentarz, który wyjęty z kontekstu oznaczałby chyba tylko, że piję ludzką krew, taki dziwny jest ten mój sposób na życie.

Ostatnio w programie pierwszym Polskiego Radia słuchałam audycji na temt chorobliwego strachu* i w jej trakcie dr z instytutu PAN powiedziała, że doświadczenia przeprowadza się na zwierzętach, gdyż ośrodki strachu w mózgu mamy takie same jak one, a łatwiej je badać (pewnie ze względu na koszty). Czy przeciętny słuchacz tej audycji pomyślał, że w rzeźniach zwierzęta przeżywają taki sam strach jaki my byśmy tam przeżywali. Dlaczego to dociera do tak niewielu, a pozostali zasłaniają uszy.



21:30 15.05.2013
NAUKOWY ZAWRÓT GŁOWY
Informacje o audycji:
aut. Artur Wolski
Jak pozbyć się strachu?

Neurobiolodzy od lat starają się wspomóc psychiatrię i psychologię kliniczną w walce ze strachem. W audycji opowiemy o najnowszych badaniach dotyczących strachu, walki z fobiami i wygaszaniem strachu. Okazuje się, że   na zaburzenia fobiczne cierpi, w mniejszym lub większym stopniu, około 99% ludzi. I tak fobie specyficzne to lęki przed zwierzętami np. pająkami czy sytuacjami społecznymi jak np. zamknięcie w windzie, samolocie czy np. małym pomieszczeniu czy turystycznej łodzi podwodnej na wakacjach. Coś co miało być przyjemnością staje się udręką. Wiele osób wręcz panicznie boi się zranienia i widoku krwi a myśl o śmierci jest stanem emocjonalnym wymykającym się spod kontroli psychicznej. Istnieją też fobie sytuacyjne związane z lękiem przed wykonaniem jakiejś zawstydzającej czynności na oczach innych ludzi oraz brakiem jej kontrolowania np. paniczny lęk przed koniecznością oddania moczu na ulicy. Stany lekowe trwające długo potrafią sprowokować nawet zawał serca i zgon. Dowiemy się jak wygaszać strach i co zrobić aby nie wracał on do naszej świadomości. Eksperci opowiedzą jak pracuje mózg gdy działa pod wpływem bodźca lękowego i czy potrafimy nauczyć mózg wygaszać strach i nie pozwalać aby powracał on do naszej świadomości. Opowiedzą o tym  dr Ewelina Knapska z Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN oraz Paweł Holas psychofizjolog i psychoterapeuta.

czwartek, 16 maja 2013

Szare kluski





Szare kluski to chyba potrawa pasująca bardziej do zimy, niż do wiosny, ale ostatnio usłyszałam, że któraś koleżanka miała je na obiad i zapragnęłam sama takie zrobić. Prawdę powiedziawszy robiłam je pierwszy raz w życiu, jakoś w moim domu nie było tradycji robienia takowych. A ponieważ unikam glutenu jeśli jest taka możliwość, więc mąka pszenna oczywiście nie wchodziła w rachubę. Jajek oczywiście też nie zamierzałam użyć, stabilność klusek wydawała mi się stać pod znakiem zapytania. Jednak nie było tak strasznie, było nawet nieziemsko łatwo.

  • 670 g ziemniaków obranych
  • 100 g mąki gryczanej
  • 80 g mąki ziemniaczanej

Ziemniak starłam na drobnych łezkach na tarce. (Następnym razem spróbuję je zblenderować na pulpę)
Odsączyłam je z nadmiaru wody, w sumie jakieś 20 łyżek płynu. Wsypałam obie mąki i wymieszałam wszystko na gładkie ciasto, raczej luźne, ale nie tak jak na kluski z mąki, choć nie tak twarde jak na kopytka.
W dużym garnku zagotowałam wodę i ją osoliłam. Łyżką nabierałam niewielką ilość ciasta, porównywalną z objętością jednej łyżeczki, i wrzucałam ją po lekkim uformowaniu na wrzątek. Po wypłynięciu kluski gotowałam jeszcze przez kilka minut.

Trochę wcześniej usmażyłam 2 porządne cebule na oliwie i ugotowane i odsączone kluski wymieszałam z tą właśnie cebulką. Całość jeszcze dosoliłam, ale to już zależy od indywidualnych gustów.

Kluski podałam oczywiście z gotowaną kwaszoną kapustą. Kapustę można oczywiście ugotować z dodatkiem całej gamy przypraw, ja ograniczyłam się tylko do rozmarynu i pieprzu.

Na zdjęciach tego nie ujęłam, ale zanim rozpoczęłam kluskową ucztę, zjadłam porządną porcję surówki z sałaty, rzodkiewek i ogórków, bo surowizna jest niezbędna w każdym posiłku. O tym nie wolno zapominać.




Ostatnio trafiłam na stronę rebelianci.org, świetne źródło wegańskich obrazków. Np.