czwartek, 18 kwietnia 2013

Quinoa w sosie pomidorowym

Od czasu jak nie jem glutenu, nie jem makaronu. Natomiast inni domownicy jedzą, więc jeśli chcę zrobić dla nich sos do makaronu i potem sama się nim delektować, to gotuję kaszę lub jak w tym wypadku komosę ryżową.

  • 2 cebule
  • 1 marchewka (opcjonalnie)
  • 1 ząbek czosnku
  • 4 pomidory suszone
  • 1 łyżka przecieru pomidorowego
  • oregano
  • sól, pieprz
  • oliwa

Pomidory namaczam kilka godzin wcześniej.
Cebulę kroję w drobną kosteczkę, podsmażam na oliwie, następnie dodaję przeciśnięty czosnek. Gdy cebula się zeszkli dodaję startą marchewkę i podlewam wodą od moczenia pomidorów. Pomidory kroję w paseczki i dodaję do reszty. Przyprawiam oregano, pieprzem, innymi przyprawami wg uznania. Duszę przez około godzinę i na koniec solę.
Komosę wypłukać, ugotować w podwójnej ilości wody. Wymieszać z sosem. Podawać z dowolną sałatką.
Gotowe.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Chleb gryczany na bezglutenowym zakwasie

Udał się, choć się tego nie spodziewałam, bo w foremce prawie nie wyrósł, ale jest: chleb bezglutenowy na zakwasie z mąki gryczanej.

  • 240 g mąki gryczanej (zmiksowana kasza niepalona)
  • 200 g mąki ryżowej (zmiksowany na mąkę ryż brązowy)
  • 100 g mąki kukurydzianej
  • 240 g wody (ale w sumie na oko)
  • 1/2 szklanki wody od gotowania ziemniaków (bo akurat miałam i nie chciałam wylewać)
  • 10 g soli
Chleb piekłam w sobotę rano, a za zakwas zabrałam się we wtorek wieczorem.
Do litrowego słoika wsypałam 50 g mąki gryczanej i wlałam trochę ponad 50 g wody. Następnego dnia rano powtórzyłam tą czynność. I tak aż do piątku rano dosypywałam jak nie zapomniałam rano i wieczorem po trochu mąki i dolewałam po trochu wody. Zakwas wyraźnie rósł i przez szklane ścianki słoika widać było bąbelki powietrza. Zapach nie był tak wyraźny jak przy zakwasie z żyta, ale też w pewien sposób kwaskowaty. Chyba najbardziej pachniał wieczorem w czwartek, może to był lepszy dzień na robienie chleba z tego zakwasu. Być może następnym razem zrobię chleb z młodszego zakwasu. W każdym razie tego nie przechowałam.

Wieczorem wymieszałam wszystkie składniki chleba i włożyłam go do foremki. Rósł przez całą noc, około 10-11 godzin (być może wcale tyle nie potrzebował). Niestety nie zmierzyłam ile miejsca zajmował w formie wieczorem, więc rano nie byłam w stanie stwierdzić, czy w ogóle wyrósł. Ryzyk fizyk, upiekłam w temeraturze 230 st. C i w czasie 55 minut.

Jest mięciutki. Mi smakuje, zwłaszcza z majonezem wegańskim (wegejonezem). Muszę się powstrzymywać, by nie zjeść za dużo. Już na drugi dzień można kroić skibeczki grubości 2,5 mm. Jako wielbicielce chleba ulżyło mi, że mogę się oddawać mojemu nałogowi bez narażania się na gluten.


  
Czytam właśnie książkę Skinny Bitch , tytuł polski Wegańska bogini (oczywiście nigdzie nie można jej kupić).
Polecam, choć mam swoje uwagi dotyczące głównie promowania soi. Na szczęście autorki zastrzegły, że można soję postrzegać negatywnie, choć one same sądzą inaczej.
Natomiast ilość gotowych produktów wegańskich, które są dostępne w USA jest porażająca.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Pasztet z ciecierzycy


Ostatnie wspomnienie z Wielkanocy, która oczywiście nie mogła się obejść bez pasztetu. Właśnie ten pasztet włożyłam również do agarcików. A przepis zmodyfikowałam z tego, znalezionego na Jadłodomii.
  • 4 szklanki ugotowanej ciecierzycy
  • 5 łyżek ugotowanej kaszy jaglanej 
  • pół małej cebulki
  • pół małej pietruszki
  • pół małej marchewki
  • płaska łyżka suszonych grzybów zmielonych w młynku 
  • łyżeczka suszonej pietruszki
  • łyżeczka suszonego koperku
  • łyżka majeranku
  • pół łyżeczki ziołowego pieprzu
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • ząbek czosnku
  • trzy łyżki siemienia lnianego zmielonego
  • olej
  • sól i czarny pieprz
  • 1/4 szklanki białego wytrawnego wina


To przepis dla tych, co trzymają zawsze zapas ugotowanej ciecierzycy i kaszy jaglanej.

Cebulę i czosnek kroję drobno, podsmażam aż cebula będzie szklista, a następnie dodaję startą marchewkę i pietruszkę.

Gdy warzywa są miękkie blenderuję je razem z ciecierzycą, kaszą, siemieniem lnianym i odrobiną oliwy. Jeśli masa jest zbyt sucha dolewam wino. Następnie całość doprawiam ziołami, przyprawami i solą. Powinien być raczej pikantny, bo jedzony na zimno może się wydawać mdły.

Piekarnik nagrzewam do 200 stopni, formę keksową 20 cm natłuszczam oliwą. Wykładam masę do formy i wygładzam na wierzchu, a następnie polewam całość 3-4 łyżkami oliwy. Piekłam ok 45 minut. Następnym razem z pewnością będę piekła wolniej i dłużej, bo jak widać pasztet bardzo urusł, a potem opadł. Gdybym miała piekarnik elektryczny, to pewnie byłoby inaczej, a tak góra się nie przyrumieniła.




poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Shepherd's Pie

Na Jadłodomi znalazłam przepis, który mnie zainteresował ze względu na puree ziemniaczane, którego jestem fanką. Długo nie trwało i zrobiłam swój Shepherd's Pie delikatnie tylko zmidyfikowany, bo nie użyłam tymianku, a zamiast masła polałam całość oliwą.
Ponieważ jak zwykle nie miałam pod ręką mleka roślinnego, do ziemniaków wlałam po prostu wodę, za to dodałam majeranek.



Placuszek zniknął w mgnieniu oka, wg mnie starcza na cztery bardzo łakome osoby, lub sześć takich, które potrafią się jednak powstrzymać.


sobota, 6 kwietnia 2013

Hiszpańska tortilla ziemniaczana

Kiedyś jadłam hiszpańską tortillę usmażoną przez Hiszpankę mieszkającą w Niemczech. Strasznie mi smakowała, niestety nigdy nie udało mi się odtworzyć tego pysznego dania, jajka jakoś nie chciały współpracować i miałam zawsze wrażenie, że są przegotowane.

Teraz nie mam dylematu jajek, bo nie poszukuję tego typu przepisów, jednak niedawno trafiłam na wpis na wegańskim blogu i zamarzyło mi się zrobić wegańską tortillę. Ponieważ nie mam nieprzywierającej patelni postanowiłam całość upiec w piekarniku, ale z pewnością już niedługo, jak zdobędę odpowiednią patelnię, wypróbuję ten przepis jeszcze raz.

  • 340 g ziemniaków, ugotowanych w łupinkach (w oryginalnym przepisie upieczonych)
  • 1/4 szkl. mąki z ciecierzycy (tylko nie próbujcie sami jej mielić, niemożliwe)
  • 1 łyżka mąki kukurydzianej
  • 1 łyżka drożdży nieaktywnych (opcjonalnie)
  • 1 mała cebulka (w oryginalnym przepisie 1/4 łyżeczki cebuli suszonej)
  • 1 ząbek czosnku ( w oryginalnym przepisie 1/8 łyżeczki suszonego czosnku)
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatałowej
  • 1/4 łyżeczki soli
  • czarny pieprz do smaku
  • 1/2 szklanki wody
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżeczka suszonej natki pietruszki ( w oryginalnym przepisie jedna kopiasta łyżka świeżej)
  • 1 łyżka oliwy do smażenia
Ziemniaki ugotować i obrać (najlepiej dzień wcześniej, bo łatwiej kroić ostudzone).
Cebulę i czosnek pokroić w drobną kosteczkę i podsmażyć na kapce oliwy.
W misce wymieszać mąki, drożdże, gałkę, sól i pieprz. Stopniowo dodajemy wody i mieszamy tak by nie było grudek. Następnie dodajemy cytrynę, pietruszkę  i usmażoną cebulę z czosnkiem.

Ziemniaki kroimy na plasterki grubości 5-6 mm (zrobiłam to przy pomocy krajalnicy do jajek :)). Dodajemy je do mieszanki i delikatnie łączymy.

W oryginalnym przepisie należy teraz wziąć patelnię o średnicy 22 cm i postępować jak to z tortillami w takim przypadku, ja jednak jak wcześniej napisałam piekłam w piekarniku.
Ponieważ podane składniki wystarczają dla jednej żarłocznej osoby na porcję obiadową, a dla dwóch na kolację, a do nakarmienia były dwie w porze obiadowej, więc zrobiłam całość z podwójnej ilości składników. Następnym razem lepiej zważę ziemniaki, bo chyba ich wzięłam za dużo.

Naczynie żaroodporne natłuściłam oliwą i włożyłam na chwilę do piekarnika, by się rozgrzała. Po chwili włożyłam do niego masę z ziemniakami i wyrównałam wierzch.
Piekłam 30 minut w temperaturze 180 st. C, pod koniec zmniejszyłam temperaturę, być może wystarczyłoby tylko 20 minut.

Zaraz po wyjęciu z piekarnika tortilla trochę się rozpada przy przekładaniu na talerz (to że przywarła nie miało tu tak dużego znaczenie), ale już po lekkim ostygnięciu, kiedy właśnie osiąga temperaturę idealną do jedzenia, łatwo ją przenieść w jednym kawałku. Np. takim jak na zdjęciu poniżej.

W smaku trochę przypomina pakorę, ale nie jest to przecież wada.





Jeszcze wykorzystanie resztek, bo ja strasznie nie lubię wyrzucać czy wylewać jedzenia. Niedawno gotowałam warzywa na sałatkę i miałam wodę od gotowania. Ponieważ i tak smażyłam cebulę i czosnek do tortilli, usmażyłam jej więcej i wrzuciłam do wywaru, dodałam majeranek i przyprawy, a żeby była bardziej pożywna wrzuciłam ugotowaną cieciorkę, którą można oczywiście pominąć.
I oto mamy szybką cebulową. Pycha.

Obie potrawy pochwaliła moja mięsożerna siostra, a w mojej rodzinie akurat nie ma tradycji chwalenia za smak potraw. Czyli sukces :D



czwartek, 4 kwietnia 2013

Migdalnik


Święta już za nami, więc teraz trochę powspominam.

Wielkanoc nie może się obejść bez sernika, więc i ja się do tradycji dostosowałam. Nie mając pod ręką orzechów nerkowca z wielkim poświęceniem obrałam ponad dwie szklanki migdałów i umroziłam migdalnik. Przepis przerobiłam z tego, ale bez spodu i wierzchu.


  • 2 1/5 szklanki migdałów
  • 1/2 szklanki soku z cytryny
  • 1/2 szklanki syropu z agawy
  • 1/2 szklanki tłuszczu kokosowego
  • 1/4 szklanki wody, można mniej jeśli się da
  • wanilia (opcjonalnie, ja miałam tylko cukier waniliowy i chyba w ogóle nie było go czuć)

Migdały namoczyć w zimnej wodzie na 48 h, wodę w trakcie namaczania kilka razy zmienić. Obrać, a ponieważ jest to bardzo pracochłonne warto wydać trochę więcej i kupić orzechy nerkowca.

Migdały, syrop, sok z cytryny, wanilię i wodę miksować w bardzo silnym blenderze przez 2-3 minuty. Przerywać co jakiś czas, żeby masa się nie przegrzała.

Tłuszcz kokosowy delikatnie podgrzać w kąpieli wodnej, tylko na tyle by był płynny i wlać do masy migdałowej. Wszystko razem jeszcze chwilę pomiksować.

Masę wlać do formy wyłożonej folią spożywczą i wstawić do zamrażalnika na całą noc.   

Na godzinę przed podaniem wstawić do lodówki.  



wtorek, 2 kwietnia 2013

Chleb gryczany

Składniki
170 g kaszy gryczanej (zmielonej na mąkę)
150 g ryżu brązowego (zmielonego na mąkę)
150 g mąki z amarantusa
80 g mąki ziemniaczanej
600 g wody
2 łyżeczki drożdży

Mąki mieszamy i odsypujemy z nich 175 g , mieszamy to ze 150 g wody i 1 łyżeczką drożdży. Zostawiamy na 48 godzin .

Po tym czasie do zaczynu dodajemy pozostałą mąkę, wodę i drożdże i wyrabiamy aż składniki się połączą.  Ja dałam o 1/2 łyżeczki drożdży więcej, bo chleb nie rósł. Nie wiem czy to nie zależy od rodzaju drożdży, kolejne kupię od innego producenta.

Ciasto zostawiamy do wyrośnięcia do podwojenia objętości, najlepiej w ciepłe miejsce na 1,5-2 godziny. Następnie ciasto odgazować, włożyć do foremki oprószonej mąką gryczaną i pozostawić do wyrośnięcia.

Piec w temperaturze 230 st. C około 45 minut. Natychmiast wyjąć z foremki i jeśli spód jest miękki pozostawić na raszkach w piekarniku jeszcze przez chwilę.

Chleb ma specyficzny smak, pewnie spowodowany użyciem mąki gryczanej, ale jak się nie chce jeść glutenu, a chce jeść chleb, to trzeba się tym zadowolić.





poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Agarciki


Wielkanoc kojarzy mi się z galartem, ale akurat tej potrawy moja mama nigdy nie umiała dobrze zrobić, a babcie robiły strasznie tłuste. Takie, że na wierzchu zastygał tłuszcz. Brrr.
W efekcie wcale nie jadałam galartów.

Natomiast te, które zrobiłam sama, choć wcale nie powalające, były wciągające. Na pewno niedługo znowu je zrobię, choć może już nie w tak małych pojemniczkach. Pojemniczki to po prostu plastikowe kieliszki do wódki kupione specjalnie do robienia agarcików.

Poza tym już więcej nie użyłabym kukurydzy, groszku też nie koniecznie, bo z puszki, a wiadomo, że puszkowane nie jest najzdrowsze. Wezmę np. ciecierzycę, marchewkę, pietruszkę, może oliwkę, ogórek kwaszony, inny pasztet niż ten który dałam (przepis). Ale ogólnie szybko się robi, nie licząc oczywiście czasu potrzebnego na ugotowanie rosołu, z którego zrobimy zalewę.


Składniki

  • 1 litr rosołu wegańskiego, porządnie przyprawionego i posolonego, bo na zimno wydaje się bardziej mdły 
  • 5 płaskich łyżeczek agaru
  • dowolne warzywa i pasztety warzywne

Warzywa warstwami lub bezładnie układamy w pojemniczkach. Rosół doprowadzamy do wrzenia, wsypujemy agar cały czas mieszając i przez chwilę gotując doprowadzamy do tego, by nie było grudek. Po chwili wlewamy rosół do pojemniczków.
Gdy agarciki stęgną (ja w tym celu wstawiłam je na chwilę do lodówki) wyjmujemy je z pojemniczków podważając nożem. Gotowe.